czwartek, 13 lutego 2020

Wysoka umieralność na raka płuc w Polsce


W Polsce zanotowano największą umieralność na raka płuc w Unii Europejskiej. Sytuację pacjentów może zmienić innowacyjny lek zarejestrowany po 40 latach badań.




W Polsce co roku nowotwór płuc rozpoznaje się u ok. 21 tys. pacjentów, a liczba chorych przekracza 25 tys. Roczna śmiertelność w wyniku tej choroby jest jednocześnie wyższa niż zachorowalność. Sytuacja pacjentów z tym typem nowotworu jest gorsza niż w innych krajach UE. O ile w przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca, który stanowi zdecydowaną większość rozpoznań, w ostatnich latach na listy refundacyjne trafiło kilka nowoczesnych leków, o tyle pacjenci z rakiem drobnokomórkowym znajdują się w znacznie trudniejszej sytuacji, a ich rokowania są dużo gorsze. Szansę na wydłużenie i poprawę jakości życia stwarza im jednak pierwsza zarejestrowana niedawno immunoterapia.

– Sytuacja chorych z rakiem płuca jest w Polsce na tle Europy niestety nie najlepsza. Mamy ciągle najniższe nakłady na finansowanie leczenia raka płuca. Mimo że nastąpił wzrost z 2 do 4 proc., leczenie tego nowotworu jest pięciokrotnie mniej sfinansowane niż innych, a epidemiologicznie jest to największy zabójca polskiego społeczeństwa – mówi Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Rak płuca jest jednym z najczęściej diagnozowanych nowotworów. W Polsce rozpoznaje się go u ponad 21 tys. osób rocznie, a choruje na niego ok. 25 tys. W tej grupie ok. 15 proc., czyli ponad 3 tys. osób, choruje na drobnokomórkowego raka płuca (DRP). Pozostali to pacjenci z niedrobnokomórkową odmianą. O ile w jego przypadku zostało już zarejestrowanych wiele innowacyjnych terapii i również w Polsce miał w ostatnich latach ogromny postęp w leczeniu tego typu nowotworu, o tyle pacjenci z DRP wciąż mają bardzo złe rokowania.

– Drobnokomórkowy rak płuca to choroba, która do niedawna była bardzo poważnym wyzwaniem, ponieważ żadne nowoczesne metody postępowania się nie sprawdziły. Nie została potwierdzona jakakolwiek skuteczność w odniesieniu do grupy chorych z tym rozpoznaniem – mówi prof. Rodryg Ramlau z Katedry i Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

– W leczeniu raka drobnokomórkowego płuca przez ostatnie kilkadziesiąt lat panowała stagnacja, nic się nie działo. Dysponowaliśmy i nadal dysponujemy klasyczną chemioterapią, schematami dwulekowymi, a wszelkie metody, które były wprowadzane jako poprawa warunków leczenia, się nie sprawdziły – dodaje prof. Dariusz M. Kowalski z warszawskiego Centrum Onkologii, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Na DRP chorują zwykle osoby pomiędzy 65. a 70. rokiem życia, ale od kilku lat lekarze obserwują także występowanie tej choroby u młodszych pacjentów, nawet przed 40. rokiem życia. Co istotne, im młodsza osoba, tym bardziej agresywny przebieg ma choroba.

– Cały czas spora część polskiego społeczeństwa pali papierosy i przebywa w niekorzystnych warunkach. Smog i inne uwarunkowania związane z zanieczyszczeniem środowiska również wpływają na rozwój raka płuca w Polsce – mówi Szymon Chrostowski.

Drobnokomórkowy rak płuca jest bardzo agresywny: szybko podwaja swoją masę, a jego leczenie nie przynosi oczekiwanych efektów, bo komórki nowotworowe szybko uodparniają się na leczenie chemioterapią. Ma też skłonność do przerzutów do kości, wątroby i przede wszystkim do centralnego układu nerwowego. Tylko 5 proc. chorych na ten typ nowotworu ma szansę przeżyć pięć lat od rozpoznania choroby. W całej grupie chorych na raka płuca pięcioletnie przeżycia uzyskuje się u 15 proc. osób.


Rak płuca. Fot. Newseria.


W poszukiwaniu skutecznego leku firmy farmaceutyczne przebadały ponad 70 cząsteczek i żadna z nich dotąd nie okazała się przełomem w leczeniu drobnokomórkowego raka płuca. Sytuację zmienił atezolizumab – pierwsza immunoterapia w leczeniu DRP, zarejestrowana w UE jesienią ubiegłego roku.

– Mamy istotny postęp w leczeniu tej jednostki chorobowej. Na podstawie międzynarodowego badania klinicznego udowodniono, że połączenie standardowej dwulekowej chemioterapii z lekiem immunokompetentnym w sposób istotny wpływa korzystnie na leczenie chorych w pierwszej linii drobnokomórkowego raka płuca. Zarówno poprawia to jakość życia pacjentów, jak i wydłuża czas wolny od progresji procesu nowotworowego, ale również, co jest według mnie najistotniejsze, wydłuża znamiennie statystycznie czas przeżycia chorych z tą trudną w walce medycznej jednostką chorobową – podkreśla prof. Ramlau.

Immunoterapia zmusza układ odpornościowy pacjenta do tego, aby sam zwalczał komórki nowotworowe. Na świecie uważa się ją za medyczny przełom, który diametralnie zmieni leczenie m.in. wielu nowotworów czy chorób autoimmunologicznych.

W przypadku drobnokomórkowego raka płuca nowoczesna immunoterapia może wydłużyć życie średnio o dwa miesiące do ponad roku. To istotne zwłaszcza dla pacjentów z rozsianą postacią choroby, która dała już przerzuty do innych narządów, ponieważ ci mają najgorsze rokowania i zazwyczaj umierają nawet w ciągu kilku miesięcy od rozpoznania.

– W Polsce jest jeszcze kilka białych plam w leczeniu raka płuca drobnokomórkowego i niedrobnokomórkowego. Nadal są niezaspokojone potrzeby, ale na pewno zmiany w leczeniu raka drobnokomórkowego poprzez dołączenie immunoterapii do klasycznej chemioterapii to jedna z istotniejszych potrzeb do zaspokojenia w tej chwili – podkreśla prof. Dariusz M. Kowalski.

Jak ocenia Szymon Chrostowski, jeszcze przed 2018 rokiem można było mówić o „medycznej zapaści” w leczeniu raka płuca. W krótkim czasie pojawiły się nowe możliwości związane z diagnostyką molekularną, leczeniem sekwencyjnym, a na listę leków refundowanych trafia coraz więcej innowacyjnych preparatów. Problemem wciąż pozostaje jednak finansowanie.

– Narodowy Fundusz Zdrowia bardzo nisko wycenia te programy lekowe, szpitale ich nie kontraktują. Są placówki, gdzie nie leczy się raka płuca, ale są też takie ośrodki, które mają kontrakt w wysokości złotówki. Jest problem dużego zróżnicowania regionalnego pod względem leczenia tego nowotworu – mówi Szymon Chrostowski.
Newseria





wtorek, 29 października 2019

Leczenie udaru mózgu


W Polsce co 6,5 minuty ktoś doznaje udaru mózgu. Szybkie rozpoznanie objawów może pomóc uniknąć śmierci lub trwałej niepełnosprawności.



Udar mózgu każdego roku dotyka około 75 tys. Polaków i powoduje ok. 30 tys. zgonów. Ryzyko jego wystąpienia jest bardzo wysokie. To trzecia, po chorobach serca i nowotworach, najczęstsza przyczyna śmierci i główny powód trwałej niepełnosprawności wśród dorosłych. W leczeniu udaru mózgu kluczowy jest czas reakcji. Im szybciej od jego wystąpienia zostanie wdrożone leczenie, tym większa szansa na uniknięcie powikłań i niepełnosprawności. Dlatego w tym roku w ramach ogólnopolskiej kampanii społecznej „Stop udarom” Polacy dostaną specjalny „Alert udarowe udarowy”, czyli wiadomość z informacją, jakie są podstawowe objawy i jak należy reagować w przypadku ich zauważenia.

– Spośród pacjentów, którzy dostaną udar mózgu, co drugi będzie osobą trwale niesprawną, natomiast co czwarty, niestety, nie przeżyje pierwszych trzech miesięcy. Udar mózgu jest chorobą bardzo dyskryminującą głównie mężczyzn, ponieważ to oni zapadają na niego częściej. Udar mózgu dyskryminuje również osoby starsze, dlatego że jest głównie chorobą osób w wieku podeszłym. Aczkolwiek na udar mózgu zapada też coraz więcej młodych osób – mówi Michał Karliński, neurolog z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Pomimo znaczących postępów w leczeniu i rehabilitacji poudarowej udar mózgu cały czas stanowi poważny problem społeczny. W krajach rozwiniętych to trzecia co do częstotliwości przyczyna zgonów, po chorobach serca i nowotworach, i główny powód trwałej niepełnosprawności wśród osób dorosłych. W Polsce ok. 85 proc. przypadków to udar niedokrwienny, w którym dochodzi do zatrzymania przepływu krwi przez jedną z tętnic wewnątrzczaszkowych.

Ryzyko wystąpienia udaru znacząco zwiększają zarówno cukrzyca,schorzenia układu sercowo-naczyniowego, w tym nadciśnienie tętnicze, choroba niedokrwienna serca, miażdżyca czy migotanie przedsionków, jak i niezdrowy styl życia. Zmiana trybu życia na zdrowszy ma większe znaczenie niż właściwa kontrola i leczenie innych schorzeń.

– Badania jednoznacznie pokazują, że wprowadzenie pięciu konkretnych zachowań prozdrowotnych pozwoliłoby wyeliminować połowę wszystkich udarów mózgu. Są to niepalenie tytoniu, utrzymanie prawidłowej masy ciała, unikanie alkoholu, regularna aktywność fizyczna i zdrowa dieta – mówi Michał Karliński.

Jak podkreśla, w leczeniu udaru mózgu kluczowy jest przede wszystkim czas. Im szybciej od jego wystąpienia zostanie wdrożone leczenie, tym większa szansa na uniknięcie powikłań i poważnych konsekwencji, takich jak krwotok śródczaszkowy, który radykalnie pogarsza rokowania pacjentów.

– Udar mózgu jest chorobą, której nie można przewidzieć. On z definicji przychodzi nagle, objawy u pacjenta pojawiają się znienacka, ale są one dość łatwe do identyfikacji. To przede wszystkim obniżenie kącika ust po jednej stronie, połowiczne osłabienie siły mięśniowej, czyli np. opadające jedno ramię lub słabsza noga, i zaburzenia mowy dotyczące zarówno artykulacji, jak i samego rozumienia. Te kluczowe objawy, które mogą występować pojedynczo albo na raz, pozwalają rozpoznać od 60 do 80 proc. wszystkich udarów mózgu. Widząc takie obawy u siebie czy członka rodziny, trzeba od razu dzwonić po pomoc medyczną i nie czekać aż ustąpią same – podkreśla Michał Karliński.

Statystycznie co 6,5 minuty ktoś w Polsce doznaje udaru mózgu, ryzyko jest więc bardzo wysokie. Początkowe objawy łatwo zbagatelizować, zwłaszcza że udar mózgu nie boli.

– Alert udarowy to pierwszy tego typu projekt w Polsce. Ma on pokazać, jak potężnym zagrożeniem jest udar mózgu – bardzo poważna choroba, na którą zapadalność jest coraz większa. Informacje, które będą docierać do Polaków przez SMS-y, e-maile i social media, mają pokazać, jak łatwo można rozpoznać objawy udaru mózgu – mówi Sebastian Szyper, prezes Stowarzyszenia „Udarowcy – Liczy się Wsparcie”. – W wiadomościach rozsyłanych do Polaków przekazujemy akronim słowa „udar”, który symbolizuje jego cztery podstawowe objawy. To U jak usta wykrzywione, D jak dłoń opadnięta, A jak artykulacja utrudniona i R jak rozmazane widzenie.

Alert udarowy będzie także zamieszczony w internecie w formie krótkiego spotu z udziałem Jacka Rozenka, aktora, który doznał udaru w maju bieżącego roku. Materiały dotyczące udarów mózgu będą również rozpowszechniane za pomocą banerów oraz infografik na stronach internetowych partnerów akcji.

– Im szybciej rozpoznamy objawy udaru, które nie zawsze muszą występować wszystkie razem, bo to może być jeden, dwa albo trzy symptomy, tym większa szansa na skuteczne leczenie. Lekarze, którzy pracują na oddziałach intensywnej terapii, będą mieć szansę zniwelować poważne konsekwencje, jakie niesie za sobą udar mózgu – podkreśla Sebastian Szyper.

Organizatorzy akcji Alert udarowy zapraszają każdego do udostępniania wiadomości Alert udarowy, by ostrzeżenie o groźnej chorobie, jaką jest udar mózgu, dotarło i zostało zapamiętane przez jak największe grono osób. Alert udarowy jest dostępny m.in. na: http://stopudarom.pl/alert-udarowy/ i FB Stop Udarom.
Newseria







piątek, 25 października 2019

Stres destrukcyjny dla organizmu


Przedłużający się stres jest destrukcyjny dla organizmu.



Ponad 80 proc. Polaków dotyka stres. Dotyczy on także studentów. Nawet 87 proc. z nich odczuwa stres, 77 proc. – lęk, a 48 proc. – panikę. Za stres odpowiadają przede wszystkim obciążenie obowiązkami, liczne zobowiązania, także te związane z dodatkową pracą i wynikami w nauce. Stres, choć w początkowej fazie mobilizuje organizm, w dłuższej perspektywie czasu może się okazać zabójczy. Ze stresem można jednak walczyć, np. poprzez aktywność fizyczną, zmianę nastawienia i wyciszanie organizmu za pomocą oddechu.

– Stres występuje z nami od zarania dziejów. To, co powodują czynniki wewnętrzne w organizmie, czyli wyrzut adrenaliny, sprawia, że nasz organizm zaczyna się przygotowywać do tego, co będzie przed nim postawione – rozszerzają się naczynia krwionośne, które dokrwiają mięśnie, rozszerzają się płuca, w związku z tym mamy lepsze dotlenienie mięśni, wyostrzają się nasze zmysły: słuch, wzrok, czyli potrafimy lepiej postrzegać to, co się wokół nas dzieje. Czynniki stresowe, które wynikają ze zrzutu adrenaliny pomagają nam w życiu – podkreśla Bartłomiej Pater, wykładowca w Wyższej Szkole Bankowej w Opolu.

Stres dotyka niemal wszystkich. Hormony wówczas wydzielane przez organizm mobilizują do radzenia sobie w trudnych sytuacjach, sprawiają, że organizm wchodzi na optymalny poziom funkcjonowania. Poprawia się ukrwienie mięśni i mózgu, podnosi się sprawność umysłowa i fizyczna. Przedłużający się stres może mieć jednak negatywny wpływ na organizm i stopniowo go wyniszczać.

– Nie da się funkcjonować tak, żeby nie odczuwać stresu, ten stres jest wszechobecny. W tym pierwszym etapie pomaga nam, kolejne przedłużające się etapy będą już niestety destrukcyjne dla organizmu – wskazuje Bartłomiej Pater.

Tymczasem, jak wynika z badań, zdecydowana większość dorosłych na co dzień boryka się z silnym stresem. 80 proc. osób się stresuje, przede wszystkim ze względu na pracę i problemy rodzinne. Codzienny stres odczuwa 87 proc. studentów (dane National Union of Students), tylko nieco mniej cierpi z powodu lęku. Według organizacji charytatywnej Mind, bycie studentem zwiększa ryzyko wystąpienia problemów ze zdrowiem psychicznym z powodu stresu związanego z nauką, wiekiem i brakiem wsparcia.

– Drugi etap, nasilający się stres, powoduje, że układ immunologiczny organizmu zaczyna słabnąć, zaczynamy chorować, cierpimy na depresję, a choroby nabyte, np. Hashimoto, będą zaostrzały objawy. trudno jest żyć dzisiaj bez stresu, natomiast utrzymanie jego odpowiedniego poziomu jest dla nas bardzo istotne. Ten ostatni etap, który już doprowadza do depresji, wymaga interwencji z zewnątrz, m.in. pomocy psychologów. Przedłużający się permanentny stres może doprowadzić do zgonu – tłumaczy ekspert.

National Health Service podaje, że ​​gdy stres staje się przytłaczający, trwa długo lub wpływa na nasze codzienne życie, może stać się problemem zdrowia psychicznego. Można jednak próbować sobie z nim radzić, np. poprzez aktywność fizyczną, która pobudza organizm do produkcji serotoniny, tzw. hormonu szczęścia. Także zmianę nastawienia, która polega na traktowaniu problemu nie jako przeszkody, ale wyzwania.

– Także poprzez oddychanie możemy w sposób spokojny, łagodny wyciszać swój organizm. Jeżeli zatrzymamy na chwilę oddech, wytrzymamy 7 sekund, to następuje rozluźnienie organizmu, czyli zmniejszymy napięcie mięśniowe, wyciszymy serce, umysł. Jeśli planowane są jakieś trudne działania i to nas będzie stresowało, spróbujmy wcześniej wywołać takie zachowanie, spróbujmy czegoś ekstremalnego, czegoś, na co wcześniej nie byliśmy przygotowani. Może oswoimy się z tym zdarzeniem, zobaczymy, jak nasz organizm reaguje na stres – przekonuje Bartłomiej Pater.
Newseria