czwartek, 21 lutego 2019

Stawy – co robić, aby jak najdłużej były sprawne


Cokolwiek robimy – spacerujemy, siedzimy, pracujemy przy komputerze – nasze stawy pracują. Wraz z wiekiem ulegają „zużyciu” i są narażone na różne choroby. W jaki sposób możemy je wzmocnić, aby jak najdłużej cieszyć się dobrą formą?




Czym są stawy?

Staw to ruchome połączenie między kośćmi, które pozwala na poruszanie się czy prawidłowe utrzymywanie postawy. W organizmie przeciętnego człowieka znajduje się ok. 360 stawów. Zbudowane są m.in. z torebki stawowej, błony maziowej, jamy stawowej, powierzchni stawowej i chrząstki stawowej. Każdy z tych elementów spełnia określone funkcje w konstrukcji stawu i o wszystkie musimy dbać, by jak najdłużej cieszyć się najlepszą kondycją.

Jak funkcjonuje staw?

W stawie spotykają się dwie kości, których owalne końcówki nazywa się nasadami. Nasady kości zakończone są chrząstkami stawowymi zamkniętymi w jamie stawowej, wypełnionej mazią produkowaną w kaletce. Płyn ten zmniejsza tarcie podczas ruchu. Zachowując jego optymalny poziom nie odczuwamy nieprzyjemnych dolegliwości, które wywołują ból utrudniający codzienne funkcjonowanie. Ponadto staw złożony jest z wielu elementów, z których każdy może ulec „zużyciu”, degradacji czy uszkodzeniu, co bezpośrednio może przełożyć się na problemy zdrowotne, np. kłopoty z układem ruchu.

Profilaktyka dbania o stawy

Dbałość o stawy zaczyna się w diecie. Tak jak inne elementy organizmu, potrzebują one odpowiednich składników odżywczych (mikro- i makroelementów), które stanowią budulec dla części składowych ich konstrukcji. Przede wszystkim należy zadbać o odpowiednie spożycie białka, które buduje tkanki i kości.

Wskazane jest również spożywanie produktów pełnoziarnistych, które zawierają błonnik wspierający proces produkcji mazi między stawowej oraz będący wsparciem w zrzucaniu wagi. Odpowiednia waga (np. mierzona za pomocą wskaźnika BMI) jest kluczowa, ponieważ nadwaga dodatkowo obciąża stawy.

Niezastąpione w diecie wzmacniającej stawy są owoce i warzywa, takie jak: marchewka, por, ogórki, brokuły, seler, kiełki, buraki, pietruszka, jagody, truskawki, żurawina czy cytrusy. Ich moc ukryta jest w zawartych w nich przeciwutleniaczach (antyoksydantach), hamujących proces zwyrodnienia stawów oraz w witaminie C, która jest istotna w wytwarzaniu kolagenu (budulca tkanek).

Jednak nie wszystkie składniki w odpowiedniej ilości i na właściwym poziomie przyswajalności dostarczy nam dieta - nawet ta najbardziej doskonała. Dlatego wskazana jest odpowiednia suplementacja, która pomoże utrzymać mięśnie i stawy we właściwej kondycji oraz zapewnić ich elastyczność i sprawność ruchową.

Istotnym elementem jest kolagen, który stanowi podstawowy budulec tkanek, kości, ścięgien i chrząstek. Wyciąg z korzenia arcydzięgla natomiast ma działanie oczyszczające i wzmacniające układ i naczynia krwionośne. Ekstrakt z korzenia hakorośli jest odpowiedzialny za wsparcie kondycji i ruchomości stawów. Składniki z kory wierzby pobudzają układ immunologiczny i wspierają sprawność poszczególnych elementów stawu. Ekstrakt z mumio shilajit pomaga w utrzymaniu zdrowego układu kostnego. Esencja z ziela wąkrotki azjatyckiej ma właściwości pozytywnie oddziałujące na układ sercowo-naczyniowy i syntezę kolagenu.

Ruch to zdrowie

Ostatnim elementem mającym ogromny wpływ na dobrą kondycję stawów jest regularny wysiłek adekwatny do naszych możliwości. Zwykły spacer, zajęcia gimnastyczne czy pływanie to tylko przykładowe formy aktywności fizycznych, które korzystnie wpłyną na nasze stawy. Nie potrzeba męczących ćwiczeń. Wystarczy do naszego tygodniowego planu wprowadzić jak najwięcej spacerów, jazdy na rowerze czy wypadów na basen.

Dbałość o stawy to proces, który wymaga zaangażowania w ułożenie odpowiedniej diety i zmianę nawyków żywieniowych, z uwzględnieniem wsparcia suplementów diety oraz ruchu. Niezależnie od tego, czy ma się 20, 40 czy 60 lat, to należy o tym pomyśleć już dziś i wdrożyć odpowiednie działania, by cieszyć się zdrowiem przez długie lata.
Newseria



Pajączki i żylaki - rozpraw się z nimi zimą


Zima to doskonały moment na skorzystanie z zabiegów mających na celu poprawę nie tylko wyglądu, ale i komfortu życia. Pajączki i żylaki to przypadłość, która dotyka wiele kobiet i często negatywnie wpływa na samopoczucie, daje dolegliwości bólowe, a także w pewnym sensie ogranicza możliwość swobodnego pokazywania nóg. Jeżeli problem dotyka również Ciebie – może warto się w końcu z nimi rozprawić? 




Pękające naczynka i pajączki

Pękające naczynka to nie tylko defekt estetyczny. Przyczyną ich powstawania jest zmniejszenie elastyczności i wytrzymałości naczyń krwionośnych. Efektem jest zaburzenie przepływu krwi – ta wraca do kończyn dolnych, uciska na ściany naczyń krwionośnych, czego efektem są właśnie pajączki. Problem ten może mieć podłoże genetyczne – tutaj warto wspomnieć, że przypadłość ta znacznie częściej dotyka kobiet niż mężczyzn.

Pękające naczynka są przypadłością, która może się uwidocznić nie tylko na twarzy. Pod postacią czerwonych plamek występujących na nogach bywają oznaką niewydolności żył. Gdy na nogach pojawią się takie czerwone lub sine ślady, należy zgłosić się po poradę do specjalisty od leczenia żył, czyli flebologa. Specjalista zdecyduje, czy leczenie jest konieczne.

Problemu nie należy bagatelizować i każdorazowo należy skonsultować go z lekarzem. W niektórych przypadkach nie będzie wymagana ingerencja medyczna, w innych może okazać się, że dla polepszenia jakości życia niezbędne będzie usunięcie pajączków lub naczynek. Sam zabieg usuwania nie jest skomplikowany ani bolesny.

Aby usunąć pajączki, również duże naczynia żylne nawet do koloru niebieskiego czy fioletowego, wystarczy prosty i stosunkowo bezbolesny zabieg laserowy. Odpowiednio dobrana energia i długość fali lasera pozwala wybiórczo zamknąć nieestetyczne naczynka bez uszkodzenia otaczającej skóry.

Żylaki

Nieco poważniejszą przypadłością niż pękające naczynka i pajączki są żylaki.

Żylaki kończyn dolnych są przewlekłą chorobą, która dotyczy blisko 50% społeczeństwa krajów rozwiniętych. Kobiety chorują kilkakrotnie częściej niż mężczyźni. Żylaki to trwałe rozszerzenia żył powierzchownych będące objawem przewlekłej choroby żylnej, która jest złożonym zespołem zjawisk patofizjologicznych w łożysku żylnym i w mikrokrążeniu. 

Żylaki, podobnie jak pękające naczynka i pajączki, mogą mieć również podłoże genetyczne. Na ich powstawanie wpływa również brak ruchu, osłabione mięśnie i uszkodzone zastawki żylne – wtedy krew zaczyna się cofać, wzrasta jej ciśnienie, a to powoduje nieprawidłowe poszerzenia żył. A to właśnie nic innego, jak żylaki.

Żylaki leczy się na kilka sposobów. Pierwszym z nich jest leczenie farmakologiczne. Dostępne leki zmniejszają bóle i obrzęki kończyn oraz działają ochronnie na ściany żył i zastawki żylne. Kolejnym sposobem jest noszenie na co dzień pończoch lub rajstop wykonanych ze specjalnego materiału, dzięki czemu naturalnie wspomagają odpływ krwi z kończyn oraz zapobiegają powstawaniu obrzęków. W niektórych przypadkach niezbędne jest leczenie chirurgiczne. Wskazaniem do operacji są żylaki objawowe, powodujące znaczny defekt kosmetyczny oraz powikłania choroby żylakowej: nawracające zapalenia żylaków, krwotoki z żylaków i zaawansowane zmiany skórne. Jak już zostało wspomniane – w każdym przypadku niezbędna jest konsultacja z flebologiem. 
Newseria



czwartek, 7 lutego 2019

Szumy uszne a aktywność fizyczna


15 proc. ludzi cierpi z powodu szumów usznych. Do ich powstawania może się przyczyniać amatorska i źle prowadzona aktywność fizyczna.



Rodzaj treningu fizycznego powinien być dostosowany do poziomu stresu psychicznego – uważają eksperci. Po pełnym negatywnych wrażeń dniu należy ćwiczyć bardzo krótko, skupiając się wyłącznie na dolnych partiach ciała, lub wcale. W przeciwnym wypadku można doprowadzić do silnych zaburzeń hormonalnych, których następstwem jest m.in. upośledzenie słuchu lub szumy uszne.

Szumy uszne to natrętne dźwięki, takie jak trzaski, dzwonienie czy piski, słyszalne wyłącznie przez osoby cierpiące na tę dolegliwość. Same w sobie nie stanowią choroby, znacznie pogarszają jednak jakość życia, bardzo często prowadząc nawet do poważnych stanów nerwowych i lękowych. Pacjenci nie są w stanie odpocząć, nie mogą skupić uwagi, mają problemy ze snem, a przez to są stale rozdrażnieni – niekiedy muszą zasięgać pomocy psychoterapeuty. Szumy uszne na całym świecie stają się coraz powszechniejszą dolegliwością, występującą równie często u kobiet, jak i mężczyzn, bez względu na wiek.

Szumy uszne mogą być objawem poważnej choroby, m.in. otosklerozy, guza mózgu lub zapalenia ucha środkowego, najczęściej jednak ich przyczyną jest uszkodzenie komórek słuchowych ucha wewnętrznego. W jego efekcie znajdujące się w ślimaku neurony pracują z prędkością znacznie przekraczającą prawidłowe 20–30 Hz.

"Jeżeli neuron zaczyna osiągać prędkość 80–90 Hz, to jest to już dosłownie dźwięk, który słyszymy w głowie, w uchu albo przy uchu. Jest to szum, który jest generowany przez populację neuronów, która nagle została odcięta od stymulacji" – mówi dr Adam Pabiś, neurobiolog, audiolog z Kinetic Centrum Nowoczesnej Audiologii.

Bezpośrednią przyczyną powstawania szumów usznych jest nagły ubytek słuchu. Może to nastąpić m.in. na skutek silnego stresu, ekspozycji na długotrwały i gwałtowny hałas, podwyższonego ciśnienia krwi, zaburzeń wewnętrznych organizmu na skutek nieprawidłowej diety lub wahań hormonalnych czy siedzącego trybu życia prowadzącego do niedokrwienia ucha wewnętrznego. Nagły ubytek słuchu może być także efektem gwałtownego stresu fizycznego, np. podczas niewłaściwego uprawiania sportu, zwłaszcza połączonego ze stresem psychicznym.

"Amatorski i źle poprowadzony wysiłek fizyczny może się przyczynić każdego dnia do powstania szumów usznych. Mamy bardzo dużo stresu psychicznego i jeżeli ktoś miał bardzo trudny dzień w pracy i idzie biegać wieczorem, to już wtedy wiemy, że możemy doświadczyć nagłego ubytku słuchu i szumów usznych" – mówi dr Adam Pabiś.

Organizm człowieka dysponuje 100 proc. energii, którą w ciągu dnia zużywa na procesy adaptacyjne w trakcie stresu psychicznego i fizycznego. Na skutek trudnego, obfitującego w nerwowe sytuacje dnia zużycie tej energii może sięgać nawet 80 proc. – każdy dodatkowy wysiłek fizyczny powoduje wówczas, że organizm sięga do rezerw energii. Odbywa się to ze szkodą dla samopoczucia człowieka, zwalnia bowiem metabolizm i zmienia się poziom hormonów. Co więcej, podczas aktywności fizycznej wydzielany jest kortyzol – hormon, którego zadaniem jest ukierunkowanie krwi do mięśni szkieletowych.

"Jeżeli było dużo kortyzolu z tytułu stresu psychicznego i idziemy biegać, to jest kolejny wyrzut kortyzolu. A nadmiar kortyzolu niszczy komórki słuchowe, więc doprowadza to do nagłego ubytku słuchu i do szumu usznego" – mówi dr Adam Pabiś.

Aby uchronić się przed uszkodzeniem słuchu, przed rozpoczęciem treningu należy zweryfikować poziom stresu psychicznego. Jeśli jest on wysoki, aktywność fizyczna nie powinna trwać dłużej niż kilka minut. Warto wybierać wówczas ćwiczenia angażujące dolne partie mięśni – mają one mniejszą ilość unerwienia aferentnego, co ma znaczny wpływ na szybkość wyrzutu kortyzolu. Przy niskim poziomie stresu psychicznego można trenować dłużej i skupiać się na górnych partiach ciała. Należy jednak pamiętać o tym, żeby nie łączyć ćwiczeń dolnych i górnych partii mięśni, co prowadzi do nadmiernej produkcji kortyzolu, oraz unikać interwałów.

Warto też pamiętać o tym, że przetrenowanie, zwłaszcza na treningu aerobowym, czy takie jak jak popularne wśród Polaków bieganie i jazda na rowerze, gdzie nie dostosowujemy poziomu stresu fizycznego do poziomu stresu psychicznego w ciągu dnia, mogą prowadzić do silnych zaburzeń hormonalnych, a tym samym zwiększać prawdopodobieństwo niedokrwienia ucha wewnętrznego i mikrozawału ślimaka. 

"Jeżeli idziemy biegać wieczorem ze słuchawkami, to musimy pamiętać, że do godziny 20:00 możemy słuchać głośno muzyki, nic się nie stanie, bo w uchu wewnętrznym produkuje się bardzo dużo białek neurotroficznych, ale po godzinie 20:00 białka produkują się w bardzo małej ilości i wtedy dochodzi najczęściej do urazów akustycznych" – mówi dr Adam Pabiś.
Newseria