Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak zachować zdrowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jak zachować zdrowie. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 listopada 2024

Zdrowa OdWaga: Jak aktywność fizyczna i edukacja zdrowotna zmieniają życie Polaków


W dobie rosnących wyzwań zdrowotnych, związanych m.in. z nadwagą, otyłością i chorobami cywilizacyjnymi, konieczne jest podejmowanie działań profilaktycznych, które przynoszą realne korzyści zdrowotne. Jednym z przełomowych projektów w tym zakresie jest program „Zdrowa OdWaga” realizowany przez Medicover. W ciągu roku jego uczestnicy zyskali nie tylko lepszą kondycję, ale także dodatkowy rok życia w zdrowiu. Jak tego dokonano? Przeczytaj, by poznać szczegóły. 


Więcej ruchu przekłada się na lepsze i dłuższe zdrowie. Fot. px

 

Dwanaście miesięcy zmieniających życie

Roczny cykl regularnej aktywności fizycznej w połączeniu z edukacją zdrowotną znacząco redukuje ryzyko zdrowotne i poprawia kondycję – wynika z programu badawczego "Zdrowa OdWaga" przeprowadzonego przez Medicover. U uczestników badania poprawiły się wskaźniki zdrowotne, spadła też absencja chorobowa w pracy: 

"Dzięki 12-miesięcznemu programowi zdobyli oni dodatkowy rok życia w lepszym zdrowiu" – ocenia dr n. med. Piotr Soszyński, specjalista chorób wewnętrznych, koordynator medyczny programu badawczego "Zdrowa OdWaga". "W przygotowaniach do programu "Zdrowa OdWaga" interesowało nas, jak aktywność fizyczna prowadzona zgodnie z wytycznymi WHO w sposób długoterminowy, przez 12 miesięcy, wpłynie na szereg parametrów zdrowotnych u osób aktywnych zawodowo, z nadwagą lub otyłością, które mają też dodatkowe czynniki ryzyka zdrowotnego" – mówi.

W programie wzięło udział ponad 200 pacjentów będących pod opieką medyczną Medicover. Roczny program został podzielony na trzymiesięczne etapy, w czasie których uczestnicy badania regularnie trenowali w klubach fitness. Regularnie co trzy miesiące spotykali się z trenerami, otrzymywali informację zwrotną, mieli szansę zmodyfikować plany treningowe, a także poddać się pomiarom i badaniom laboratoryjnym, co pozwalało na ocenę ogólnego stanu zdrowia i wydolności fizycznej: 

"Założyliśmy, że aktywność fizyczna poprawi ryzyko zdrowotne i parametry medyczne, co udało się udowodnić. Nasi uczestniczy schudli, poprawili szereg parametrów laboratoryjnych. Ale co nas najbardziej cieszy – spadło w znaczący sposób ryzyko zdrowotne mierzone za pomocą specjalistycznych wskaźników" – tłumaczy koordynator medyczny programu badawczego "Zdrowa OdWaga".

Liczby, które robią wrażenie

Statystyki programu pokazują, jak niewielkie zmiany mogą prowadzić do wielkich rezultatów. Średnia masa ciała uczestników zmniejszyła się o 2,6%, a poziom trzewnej tkanki tłuszczowej spadł o 6,2%. Jeszcze bardziej imponujące były wyniki dotyczące insulinooporności i ryzyka sercowo-naczyniowego – redukcja wyniosła odpowiednio 18% i 13,3%. Uczestnicy odnotowali również znaczną poprawę wydolności fizycznej – o 33% zwiększył się dystans pokonywany w ramach testu Coopera, a codzienny ból pleców zmniejszył się aż o 68%.

Korzyści dla pracowników i pracodawców

Dzięki aktywności fizycznej uczestnicy programu nie tylko czuli się lepiej, ale także poprawiła się ich jakość życia oraz efektywność w pracy. Zdrowi pracownicy to bardziej wydajne przedsiębiorstwo. W ramach programu zaobserwowano blisko 40-procentowy spadek absencji chorobowej, dzięki czemu przedsiębiorstwo może realizować bardziej ambitne cele. Okazuje się, że inwestycja w zdrowie pracowników przynosi korzyści na wielu poziomach:

"Pracownik, który bierze udział w takim programie jak "Zdrowa OdWaga", poprawia swoje zdrowie, samopoczucie, co powoduje, że może żyć dłużej w zdrowiu. To przekłada się też na jego większą efektywność w pracy. Skoro jesteśmy zdrowi, jesteśmy zadowoleni, chętniej przychodzimy do pracy, łatwiej jest nam wykonywać powierzone obowiązki, lepiej funkcjonujemy w otoczeniu innych ludzi" – mówi Artur Białkowski, dyrektor zarządzający Pionem Usług Biznesowych Medicover, inicjator programu badawczego "Zdrowa OdWaga".

Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych w 2023 roku w Polsce wystawiono 23,7 mln zaświadczeń lekarskich dotyczących czasowej niezdolności do pracy na łączną liczbę 273,5 mln dni. Statystycznie najdłużej przebywały na zwolnieniu osoby w wieku 30–39 lat, czyli w szczycie aktywności zawodowej. 

Rola edukacji zdrowotnej w profilaktyce

WHO zaleca wszystkim zdrowym dorosłym (18–64 lat) tygodniowo 150–300 minut aktywności fizycznej o umiarkowanej intensywności lub 75–150 minut aktywności fizycznej o dużej intensywności. Choć, jak wynika z badania Medicover, pracownicy wymieniają aktywność fizyczną wśród trzech najważniejszych czynników wpływających na zdrowie, to tylko co czwarty Polak uprawia średnio minimum 30 minut nieprzerwanej aktywności fizycznej dziennie.

Eksperci podkreślają, że kluczowym elementem walki z chorobami cywilizacyjnymi jest edukacja zdrowotna. W Polsce brakuje świadomości dotyczącej zachowań prozdrowotnych, co wpływa na wysokie wskaźniki chorób związanych z nadwagą, paleniem czy brakiem ruchu. Systematyczna edukacja zdrowotna, od szkoły po dorosłość, jest fundamentem skutecznej profilaktyki:

"Nasza odpowiedzialność indywidualna za swoje zdrowie jest podstawą naszego dobrego zdrowia i życia w długim i dobrym zdrowiu" przekonuje prof. dr hab. n. med. Bożena Walewska-Zielecka z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego.

Jak wskazuje ekspertka, w Polsce mamy do czynienia z analfabetyzmem zdrowotnym, czyli brakiem umiejętności podejmowania właściwych decyzji zdrowotnych. Skutkuje to m.in. wysokim odsetkiem osób palących:

"Cieszę się, że w szkołach będzie przedmiot dotyczący edukacji zdrowotnej. Taką edukację musimy prowadzić przez całe życie obywateli, żeby zdobytą wiedzę umieli w sposób kompetentny przetworzyć i podejmować właściwe decyzje zdrowotne. System opieki zdrowotnej jest odpowiedzialny za nasze zdrowie  tylko w 10 proc., a genetyka w 15 proc. Za resztę jesteśmy my odpowiedzialni" – mówi prof. Bożena Walewska-Zielecka.

Program „Zdrowa OdWaga” to dowód na to, że regularna aktywność fizyczna, wsparta edukacją i kompleksowym wsparciem medycznym, przynosi wymierne korzyści zdrowotne. Zarówno uczestnicy, jak i pracodawcy skorzystali na jego efektach. To także inspiracja dla innych organizacji, by inwestować w zdrowie swoich pracowników. Bo jak pokazują wyniki – zdrowie to nie koszt, a długofalowa inwestycja w lepsze życie.

Oprac. na podstawie Newseria, db





piątek, 29 kwietnia 2011

Kuchnia jako laboratorium zdrowia i urody


Od dawien dawna szukano eliksiru młodości, długowieczności i zdrowia. Również i obecne czasy przynoszą nam ciągle nowe odkrycia naukowe, które mają przybliżyć dzień wynalezienia tego eliksiru. 

Póki co, osoby, które chcą wyglądać pięknie, cieszą się z każdej nowości i płacą duże pieniądze w gabinetach medyczno-kosmetycznych, poddając się najróżniejszym, czasami bolesnym zabiegom upiększającym. Niewielu jednak stać na taką ekstrawagancję. Zresztą nigdy tak do końca nie wiadomo, jakie skutki w przyszłości ona przyniesie.

Z pewnością dużo tańszym, przyjemnym i bezbolesnym sposobem na zdrowie i urodę jest odpowiednie odżywianie. Każdy człowiek codziennie musi jeść, aby żyć, ale aby być zdrowym i pięknym, musi spożywać właściwe i odpowiednio skomponowane produkty. Wprawdzie na stan naszego zdrowia i urody wpływa jeszcze wiele innych czynników, między innymi środowisko, w jakim żyjemy, czy geny, jednak odpowiednia dieta może zdziałać cuda, wspomagając w walce z wolnymi rodnikami, na które jest narażony organizm osoby żyjącej we współczesnym świecie.

Pragnę Cię zachęcić do zapoznania się z produktami zdrowej diety oraz najważniejszymi zasadami zdrowego odżywiania, abyś mógł z nich świadomie i umiejętnie korzystać.

Kuchnia to niesamowite laboratorium zdrowia i urody, w którym można stworzyć pyszne dania, naturalne lekarstwa, kosmetyki, a przy okazji nakarmić nie tylko ciało, ale i ducha. Jedną z tajemnic wytwarzanych w niej eliksirów jest postawa gotującego. Ważne, by wszystkie dania w naszej kuchni były przygotowywane z miłością, spokojem i zawsze ze świeżych, nieprzetworzonych przemysłowo produktów, a wówczas z pewnością wyjdą wszystkim na zdrowie.

Przy przygotowywaniu potraw można się wspaniale odprężyć, a także bawić, co dodatkowo pozytywnie wpływa na psychikę. Kuchnia jest bardzo ważnym miejscem w domu, mającym wpływ na życie jednostki i rodziny. Pachnące dania przywołują swym aromatem domowników, łącząc przy wspólnym stole.

Jak już wspomniałam, to, co jemy, tworzy nasze ciało i ducha, ma również wpływ na psychikę, czyli rzutuje na całokształt - jak się czujemy, jak wyglądamy, jakimi jesteśmy ludźmi, jak się zachowujemy, jaką aurę roztaczamy wokół siebie, itd. Dlatego tak bardzo ważne jest, aby właściwie się odżywiać, spożywając to, co przyniesie pozytywny skutek na każdej z płaszczyzn.

Spożywając byle jaką, mocno przetworzoną żywność, z pewnością prędzej czy później dorobimy się różnych dolegliwości spowodowanych niedoborami ważnych substancji odżywczych, jakie potrzebne są do utrzymania równowagi organizmu. Taki stan uwidoczni się także na wyglądzie naszej skóry, włosów, paznokci. Niedobory żywieniowe negatywnie odbiją się również na psychice. Trudniej będzie poradzić sobie ze stresem, a to również nie służy urodzie i odwrotnie, zły wygląd z pewnością pogorszy też humor.

Co zrobić, aby zachować równowagę organizmu, być zawsze w dobrej kondycji, nie martwić się o wagę, wyglądać pięknie i mieć tak silnego ducha, by stawić czoła każdej stresującej sytuacji? Co odżywia nasze ciało i jakie są składniki wpływające na stan zdrowia i urody?

Jeśli chcesz przez długie lata zachować ładną cerę, zdrowe włosy i paznokcie, nie martwić się o figurę i zdrowie, warto byś nauczył się świadomie kształtować swoją dietę, tak by korzystnie wpływała na wygląd i samopoczucie.

Wszystkie komórki i tkanki naszego ciała zbudowane są ze składników, które musimy dostarczać każdego dnia wraz z pożywieniem. Układ pokarmowy przetwarza to, co jemy, i za pośrednictwem układu krążenia transportuje do wszystkich komórek organizmu. Skóra, włosy i paznokcie odzwierciedlają stan odżywienia komórek oraz stan psychiczny człowieka. Aby zachować równowagę psychofizyczną, wyglądać pięknie i być zdrowym, w codziennych posiłkach dostarczaj organizmowi wszystkich potrzebnych składników odżywczych i substancji czynnych, czyli odpowiednich ilości wody, białka, węglowodanów, tłuszczów, błonnika, witamin, makro i mikroelementów.

Urszula Lemańska
Źródło: Kiosk za rogiem



czwartek, 13 stycznia 2011

Odchudzanie - jak nie wpaść w błędne koło?



Zastanów się przez chwilę, jak często spotykałeś się w różnego rodzaju prasie czy mediach z nagłówkami i reklamami świetnych diet stosowanych przez osoby zrzucających dziesiątki kilogramów tłuszczu w ciągu miesiąca czy systemów treningowych kształtujących płaski brzuch dzięki kilku minutom dziennie? 

Wiedz, że takie informacje budują w Tobie określone przeświadczenia co do możliwości kształtowania własnej sylwetki. Zobacz, jak zabójczy to dla motywacji system. Gdy oglądasz reklamy, Twój umysł zostaje programowany w taki na przykład sposób: „Zobacz, jakie to łatwe, wystarczy tak niewiele”.

Taki lub podobny zapis tworzą w podświadomości oglądane reklamy. Jednak gdy już rozpoczniesz drogę do lepszej sylwetki, okazuje się, że nie ma efektów, natomiast są skutki uboczne, jak poczucie głodu, niechęć do ćwiczeń, osłabienie organizmu itp. Jeżeli myślisz według tego, co podsuwają Ci reklamy, to wiedz, że jest to pierwsza przeszkoda, którą musisz pokonać, by efektywnie zarządzać własną wagą.

Czy znasz kogoś z Twojego otoczenia, kto wiecznie się odchudza? Myślę, że tak. Ja również znam takie osoby i muszę Ci powiedzieć, że wcale nie wyglądają najlepiej. Jednym z kolejnych błędów jest bycie ciągle na jakiejś niskokalorycznej diecie. Zauważ, że ogromna większość reklam w prasie dotyczy diet niskokalorycznych, w związku z czym, gdy na przykład ktoś kończy jedną dietę, to szybko przechodzi na drugą, i ponoć lepszą, bo trzeba spożywać o 200 kalorii mniej i można jeść ciastka wieczorem.

Mówiąc jednak poważnie, tak jak w naturze wszystko podlega cykliczności, tak jest i z naszym ciałem. Cykliczność diety to klucz do świetnych rezultatów. Nie można wiecznie się odchudzać. Działa to też i w drugą stronę: nie można cały czas budować tkanki mięśniowej. Zarówno jedno, jak i drugie należy przeprowadzać cyklicznie. Zapamiętaj, że wiecznie się odchudzając, tracisz cenną tkankę mięśniową, która odpowiedzialna jest za spalanie tkanki tłuszczowej.

Natomiast gdy spożywasz więcej kalorii, niż potrzebujesz, chcąc budować mięśnie, i jesteś wciąż na tak zwanej masie, z czasem będziesz budować efektywnie tylko tłuszcz.

Co jest głównym grzechem większości diet zamieszczanych w prasie? Przede wszystkim samo podejście do tematu. Jeżeli bowiem coś jest ogólne, wskazania również muszą pozostać ogólne. Gdy natomiast coś jest szczegółowe, wskazania mogą być również szczegółowe. Oznacza to, że jeżeli diety z pism są skierowane do ogółu czytelników, wskazania w nich zawarte nie mogą być uszczegóławiane.

Świetnym przykładem jest tu znana powszechnie dieta 1000 kalorii. Jeżeli zastosuje to drobna nastolatka z jednej strony oraz przysadzista i wysoka kobieta, skutki będą odmienne. Będzie tak, gdyż dieta tego typu nie uwzględnia teorii bilansu kalorycznego. Jak się bowiem okazuje, teoria ta jest kluczem w strategii walki z niechcianym tłuszczem. Mówi ona, że każdego dnia spalasz określoną liczbę kalorii. To, ile ich jest, zależy głównie od aktywności, masy mięśniowej, szybkości przemiany materii. Teoria ta uwzględnia również minimalną liczbę kalorii, jaka jest niezbędna do spadku przemiany materii i poziomu spalania tkanki tłuszczowej.

Niektórzy podają, iż nie należy przekraczać minimum kalorycznego, które wynosi 1200 kalorii dziennie. Uważa się to za próg głodówki. Jednak jak wspomniałem, każdy z nas może się poszczycić inną wagą ciała i bilansem kalorycznym, więc te 1200 kalorii każdy odczuje na sobie inaczej. Dlatego proponuję Ci prostą metodę na obliczenie dziennej liczby kalorii, które należy spożyć, by zapewnić energię potrzebną do prawidłowego funkcjonowania organizmu.

Metoda ta polega na przemnożeniu Twojej wagi ciała przez liczbę godzin doby, czyli 24. Otrzymana wielkość stanowi liczbę kalorii, jaką należy dostarczyć organizmowi, by mógł prawidłowo funkcjonować. Dla przykładu, jeżeli ważysz 70 kilogramów, to mnożąc to przez 24, otrzymujemy wartość 1680, która jest liczbą kalorii potrzebnych Ci do prawidłowego funkcjonowania i przemian metabolicznych.

Przykładowo dla ważącej 60 kilogramów kobiety będzie to odpowiednio 1440 kalorii. Teraz widzisz, iż diety typu: 800 kalorii, 1000 kalorii, dieta jabłkowa, kapuściana itp. nie mogą pozytywnie wpływać na organizm i poprawę wyglądu oraz na samopoczucie osoby stosującej dietę.

Często takie diety to niemal głodówki wyniszczające organizm. Dodatkowo osoby stosujące je narażają się na niekontrolowane napady głodu, co owocuje zjadaniem ogromnych ilości pokarmu niekoniecznie zdrowego. Po takim napadzie głodu organizm skrupulatnie zgromadzi wszystko w zapasowym tłuszczu, chcąc się zabezpieczyć na czas głodu. Jak widzisz, tworzy się błędne koło, prowadzące również do niechcianych skutków psychicznych. Ale o tym dalej. Najlepiej zrobisz, jeśli będziesz takie jednostronne diety omijał z daleka.

Błędem jest również, gdy dieta polega na spożywaniu tylko jednego składnika pokarmowego z nieuwzględnieniem innych. Mam tu na myśli modną ostatnio dietę białkową. Jedna z jej odmian zaleca spożywanie dużych ilości białka bez uwzględnienia innych składników pokarmowych. Jak wiadomo, duże ilości białka szybko zakwaszają organizm, co może skutkować problemami z układem pokarmowym, nerkami oraz odwapnieniem kości.

Pokarmy o dużej kwasowości najlepiej neutralizować tymi o odczynie zasadowym. Do takich zaliczają się przede wszystkim warzywa w różnej postaci. Warzywa można jeść niemal o każdej porze, bez lęku o odłożenie kalorii z nich w tłuszcz zapasowy. Im bardziej zielone, tym lepiej. Sałata, ogórek, szpinak, brokuły to przekąski na każdą okazję.

Warzywa możesz jeść bez ograniczeń, ponieważ duża objętość i zawartość błonnika oszukują głód. Błonnik daje uczucie sytości, zapewnia regularną przemianę materii i ułatwia trawienie. Nigdy więc nie zapominaj o dziennej porcji, najlepiej zielonych, warzyw. Są one również świetne na przekąski między posiłkami. Mają bardzo mało kalorii, uzupełniają płyny i dostarczają minerałów. Natomiast duża zawartość błonnika wspaniale wpływa na stan układu pokarmowego.

Mogąc jeść warzyw tyle, ile chcesz, nie będziesz odczuwał głodu, co ważne jest podczas redukcji tkanki tłuszczowej. Tak więc każda dieta ograniczona tylko do jednego składnika pokarmowego stanowi zagrożenie dla zdrowia.

Oczywiście, gdy drastycznie obetniesz sobie kalorie, stracisz na wadze. Jak do tego dochodzi?

Zasada działania organizmu w takich warunkach jest taka, że pozbywa się najpierw wody, potem mięśni i trochę tłuszczu. Oznacza to, że gdy wejdziesz na dietę o bardzo małej wartości kalorycznej, stracisz na początku to, co jest cenne dla organizmu, płacąc za to osłabieniem, złym samopoczuciem oraz zmniejszeniem się masy mięśniowej. A to jest ostatnia rzecz, do jakiej warto doprowadzić, chcąc zarządzać własną wagą.

W dobrej diecie prócz warzyw i białek nie powinno zabraknąć nienasyconych kwasów tłuszczowych, w skrócie NNKT. Nazywają się tak dlatego, że organizm ludzki nie jest w stanie ich sam syntetyzować i muszą być dostarczone z zewnątrz. Tłuszcze te to Omega-3 i Omega-6. Odgrywają one ogromną rolę w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego, serca, a także w gospodarce insulinowej.

Głównym źródłem kwasów tłuszczowych Omega-3 są ryby, szczególnie mórz północnych, natomiast kwasów tłuszczowych Omega-6 dostarczają oleje, orzechy czy nasiona. Ważne jest również dostarczanie tłuszczów nasyconych pochodzenia zwierzęcego i jednonienasyconych kwasów tłuszczowych, których jednym ze źródeł jest oliwa z oliwek. Wszystkie tłuszcze powinny stanowić minimum 25% wszystkich kalorii naszej diety. Diety radykalnie obcinające ilość zdrowych tłuszczów nie są zdrowe i prowadzą do pogorszenia cery, samopoczucia, a nawet kłopotów z sercem.

Wracając do białek, warto pamiętać, że są one podstawowym budulcem w naszym organizmie. To prawda, że duże ilości białka zakwaszają organizm, jednak jest to bardzo ważny składnik pokarmowy, który musi być dostarczany każdego dnia. Najlepszymi źródłami białka są: mięso wołowe, drób, jaja, ryby oraz chudy czy półtłusty twaróg.

Jeżeli chcesz rozpocząć pracę nad lepszym i zdrowszym wyglądem, nie stosuj diet zamieszczanych w niefachowej prasie, będących autorstwem osób nieznających podstawowych problemów i potrzeb ludzkiego organizmu.

Jeżeli mimo wszystko masz z tego powodu nadal mętlik w głowie, pamiętaj, że dieta, która nie uwzględnia w swoim spisie warzyw, zdrowych tłuszczów, białka i podaje jednakową kaloryczność dla wszystkich, nie jest warta uwagi.

Rafał Kraśnicki




środa, 22 grudnia 2010

Prawo ochrony zdrowia w pytaniach i odpowiedziach. Prawa pacjenta



Prezentowany artykuł poświęcony jest analizie wybranych pytań dotyczących problematyki praw pacjenta. Zawiera odpowiedzi na pytania zadawane przez użytkowników serwisu „Prawo i Zdrowie”, studentów kierunków medycznych, słuchaczy podyplomowych studiów z zakresu ochrony zdrowia, praktyków oraz przez przedstawicieli organizacji działających w zakresie ochrony praw pacjenta.

Na każde pytanie starano się udzielić jednoznacznej odpowiedzi, do której dołączono odpowiednie uzasadnienie. Większość pytań zawiera dodatkowo uwagi, w których wskazano na kwestie warte podkreślenia w danych okolicznościach. Ponadto do niektórych pytań dodano fragment omawiający zagrożenia, wskazując na wątpliwości co do braku jednoznaczności interpretacyjnej przepisów, rozbieżności pomiędzy poglądami doktryny (literatury) prawa a kierunkiem orzecznictwa sądowego lub stosowanej praktyki oraz ewentualne sankcje prawne za naruszanie przyjętych w prawie rozwiązań.

Pragnę podkreślić, iż w przypadku niektórych pytań trudno udzielić jednoznacznej i wyczerpującej odpowiedzieć z uwagi na brak odpowiednich uregulowań prawnych lub niekonsekwentnego orzecznictwa sądowego, co zostało wskazane w tekście.


1. Zakres informacji przekazywany pacjentowi

Jakie informacje pacjent powinien otrzymać od lekarza w trakcie
leczenia szpitalnego?


Odpowiedź
Informowanie pacjenta stanowi jeden z najważniejszych elementów zawodu lekarza[1]. W art. 19 ust. 1 pkt 2 u.z.o.z. przyznano pacjentowi prawo do informacji o stanie jego zdrowia. Uprawnienie to wyrażone jest w sposób dość ogólnikowy i tworzy prawo nieprzewidujące wyjątków ani ograniczeń[2]. Sposób informowania i zakres informacji, który pacjent powinien otrzymać, precyzują przepisy innych ustaw, w szczególności art. 31 ustawy lekarskiej. Na jego podstawie lekarz został zobowiązany do udzielania pacjentowi i/albo jego przedstawicielowi ustawowemu bardzo szerokiego zakresu informacji, dotyczącego wszelkich sfer procesu udzielania świadczeń zdrowotnych. Pacjent ma prawo do informacji o:

1) stanie zdrowia;
2) rozpoznaniu;
3) proponowanych oraz możliwych metodach diagnostycznych i leczniczych;
4) dających się przewidzieć następstwach ich zastosowania albo zaniechania;
5) wynikach leczenia;
6) rokowaniu na przyszłość.

Jest to w zasadzie wyczerpujący ustawowy zakres przedmiotowy prawa do informacji, który nie podlega swobodnemu uznaniu przez lekarza[3].

Uwaga
Prawo pacjenta do poznania wszelkich zgromadzonych informacji dotyczących zdrowia stanowi generalną zasadę europejskich standardów, przyjętych przez Radę Europy (art. 10 ust. 2 EKB). Użycie słowa „wszelkie” świadczy o prawie do zaznajomienia się ze wszystkimi istotnymi bądź nieistotnymi elementami dotyczącymi zdrowia, niezależnie od tego, czy chodzi o diagnostykę, leczenie lub prognostykę. Prawo to obejmuje zarówno uprawnienie do zapoznania się z zasadami rządzącymi przebiegiem udzielania świadczeń zdrowotnych, jak i warunkuje skuteczne korzystanie z prawa do wyrażenia niezbędnej zgody na przeprowadzenie interwencji medycznej. Osoby dokonujące interwencji w dziedzinie zdrowia mają uprzedni obowiązek informowania o celu, charakterze, konsekwencjach i ryzyku konkretnego zabiegu[4]. Nadto personel medyczny (osoba upoważniona) ma w chwili przyjęcia do szpitala obowiązek udzielania informacji o zasadach funkcjonowania i wyposażeniu technicznym zakładu leczniczego. Pacjent powinien poznać nazwiska osób, które będą odpowiedzialne za opiekę nad nim, zapoznać się z przepisami i zwyczajami, które będą kształtować jego pobyt lub leczenie. Wszelkiego rodzaju informacja winna być przekazana jasno i być tak dostosowana, by osoba zainteresowana mogła udzielić bądź odmówić zgody na leczenie mając pełną wiedzę o wymienionych wyżej okolicznościach. Jeżeli pacjent nie mówi powszechnie stosowanym językiem, należy zapewnić pośrednictwo tłumacza[5].

Zagrożenia
Realizacja przez lekarza obowiązku udzielania informacji ma istotne implikacje procesowe. Na lekarzu spoczywa dowód wykonania tego obowiązku (art. 6 k.c.). „Dowodem mogą być odpowiednie zapisy w historii choroby wraz z podpisem pacjenta, wręczone mu informacje pisemne, zeznania świadków. Lekarz musi udowodnić, że udzielone przez niego informacje o ryzyku i skutkach zabiegów lekarskich lub badań diagnostycznych stanowiły podstawę zgody pacjenta na ich dokonanie lub odmowy zgody”[6]. Ma to duże znaczenie dowodowe. Sąd Najwyższy stwierdził: „Ciężar dowodu wykonania ustawowego obowiązku udzielania pacjentowi lub jego ustawowemu przedstawicielowi przystępnej informacji, poprzedzającej wyrażenie zgody na zabieg operacyjny (...) spoczywa na lekarzu”[7]. Zgoda, która nie jest „objaśniona”, jest wadliwa, wskutek czego lekarz działa bez zgody i naraża się na odpowiedzialność cywilną za szkodę wyrządzoną pacjentowi, nawet gdy postępuje zgodnie z zasadami sztuki lekarskiej. Informacje powinny być udzielone pacjentowi w odpowiednim czasie, tak aby mógł je przemyśleć przed ewentualnym wyrażeniem zgody na dokonanie interwencji.

2. Prawo dziecka do informacji o swoim stanie zdrowia

W jakim zakresie dziecko powinno być informowane o swoim stanie zdrowia? Czy jest to uregulowane prawnie czy kwestia pozaprawna?

Odpowiedź
Zasady informowania osób poniżej 18. roku życia o swoim stanie zdrowia zostały uregulowane w ustawie lekarskiej w art. 31 ust. 5, 6 i 7. Wprowadzono dwa przedziały wiekowe: osoby, które ukończyły 16 lat i osoby, które nie ukończyły 16. roku życia[8].

Uzasadnienie
Małoletni pacjent, który ukończył 16. rok życia, ma prawo do uzyskania informacji w pełnym zakresie, na takich samych zasadach jak osoba dorosła (osoba, która ukończyła 18. rok życia). Lekarz ma obowiązek udzielić osobie małoletniej, jak i jej przedstawicielowi ustawowemu (czasami opiekunowi faktycznemu), informacji, które zapewnią świadome i swobodne uczestnictwo w procesie leczenia i wyrażania zgody na proponowane interwencje medyczne.

Pacjent, który nie ukończył 16. roku życia, ma prawo do informacji w zakresie potrzebnym do prawidłowego przebiegu procesu diagnostycznego i terapeutycznego (art. 31 ust. 7 u.z.l.). Ten ostatni przypadek można określić jako swoisty substrat prawa do informacji i zależy od oceny stopnia dojrzałości osoby małoletniej.

Dorota Karkowska
Źródło: Kiosk za rogiem



Przypisy

[1] P. Konopka, Prawa pacjenta, GL 1998, nr 3; T.M. Zielonka, Na marginesie Kodeksu Etyki Lekarskiej: artykuł 13 tertio, GL 1999, nr 3.
[2] M. Dercz, T. Rek, Ustawa o zakładach opieki zdrowotnej. Komentarz, Wolters Kluwer ABC, Warszawa 2007, s. 124 i n., cyt. za: J. Szpara, Prawo do informacji medycznej w relacjach pacjenta z lekarzem, PiM 1999, nr 4, s. 135, teza. 1.
[3] M. Żelichowski, Prawo pacjenta do informacji, MP 1999, grudzień.
[4] D. Karkowska, Prawa pacjenta, Dom Wydawniczy ABC, Warszawa 2004, s. 307 i n.
[5] Rekomendacja 779(1976) Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, s. 68, Rekomendacja R(90)3 Komitetu Ministrów Rady Europy, s. 89 (w:) Europejskie Standardy Bioetyczne. Wybór materiałów, wstęp, tłumaczenie i opracowanie T. Jasudowicz, TNOiK, Dom Organizatora, Toruń 1998.
[6] M. Nesterowicz, Prawo medyczne, wyd. VII, TNOiK, Dom Organizatora, Toruń 2005, s. 117.
[7] Wyrok SN z dnia 17 grudnia 2004 r., II CK 303/04, OSP 2005, z. 11, poz. 131.
[8] D. Karkowska, Prawa pacjenta..., s. 328 i n.



niedziela, 7 listopada 2010

Zadbaj o zdrowie już teraz



Nie odwlekaj dłużej dbania o swoje zdrowie!

Być może już nie jeden raz zaczynałeś ćwiczyć i dbać o swoje zdrowie. Być może udało Ci się stworzyć z tego nawyk, być może nie. Możliwe, że miałeś takie krótkoterminowe „zrywy” i nagle zaczynałeś biegać, ćwiczyć, pić wodę, jeść warzywa i owoce, unikałeś tłustych potraw.

Taki styl życia utrzymałeś przez tydzień lub dwa. Po tym czasie ćwiczenia pojawiały się w planie dnia sporadycznie, a i z jedzeniem nie było już takiej dyscypliny jak wcześniej.

Nadszedł czas budować takie nawyki, aby zdrowy tryb życia był czymś całkowicie normalnym. Koniec z dietami, po których i tak wracasz do normalnej wagi. Koniec z zaplanowanym na 2 miesiące treningiem. Proponuję Ci układ, w którym ćwiczenia i zdrowsze jedzenie staną się Twoim stylem życia. Przestań odwlekać dbanie o zdrowie, bo skutki będą katastrofalne.

Ten artykuł podpowie Ci, co robić, gdy dopadną Cię chwile słabości. Jak sobie z nimi poradzić i wrócić z jeszcze większą motywacją na obraną wcześniej ścieżkę.

Dlaczego warto ćwiczyć?
Po pierwsze dla zdrowia. Twoje ciało jest tak skonstruowane, abyś miał możliwość przemieszczania się. Przejście od pracy fizycznej do umysłowej spowodowało, że dziś ludzie ruszają się znacznie mniej niż choćby dekadę temu.

Brak ruchu jest jedną z głównych przyczyn globalnej otyłości. Z nadwagą boryka się już co czwarte europejskie dziecko. Nie zapominajmy, że dzieci uczą się poprzez obserwację. W jaki sposób ma postępować maluch, który widzi rodziców przesiadujących godzinami przed komputerem i telewizorem? Robi dokładnie to samo, co rodzice, z tą różnicą, że przesiadywanie przy grach komputerowych lub przed szklanym ekranem zaczyna w dużo młodszym wieku. Jeżeli zadbasz o swoje zdrowie, będzie to miało pozytywny wpływ także na Twoich bliskich.

Po drugie dla pieniędzy. Ćwicząc systematycznie, wzmacniasz swój organizm. To zmniejsza ryzyko występowania różnych chorób, a co za tym idzie, nie będziesz musiał wydawać pieniędzy na prywatne wizyty lekarskie, prześwietlenia, specjalistyczne badania i drogie lekarstwa.

Po trzecie dla kondycji. Zauważ, że osoby, które regularnie trenują, mają ładniejszą sylwetkę, a ich skóra jest bardziej sprężysta. Od setek lat osoby, które dbały o swoje ciało i były w dobrej kondycji fizycznej, cieszyły się również większym zainteresowaniem ze strony płci przeciwnej. Krótko mówiąc: chcesz być bardziej atrakcyjny — zacznij ćwiczyć.

Po czwarte dla energii. Poranne ćwiczenia podnoszą ciśnienie krwi i sprawiają, że mózg zostaje szybciej i lepiej dotleniony po całej nocy snu. Kiedy zaczniesz rano biegać lub wykonywać ćwiczenia, automatycznie zostaje Ci nieco mniej czasu na pracę. Takie działanie skutkuje lepszą produktywnością i koncentracją na robieniu tego, co istotne.

Teraz pytanie do Ciebie: jakie są Twoje powody, dla których chcesz zacząć ćwiczyć? Chcesz być bardziej atrakcyjny? Chcesz nosić ubrania o mniejszym rozmiarze? Chcesz mieć lepszą kondycję? Pragniesz być podziwiany za swoje dokonanie? Wypisz, dlaczego chcesz ćwiczyć. Tej kartki nie musisz nikomu pokazywać. To ma być Twoje absolutnie szczere wyznanie.

Wiem, że wiele osób czytających książki nie robi zalecanych ćwiczeń. Mówią, że do tego wrócą, że teraz nie mają czasu itd. Jednak jeżeli odłożysz to ćwiczenie, szanse, że do niego wrócisz, maleją z każdą sekundą. Zrób to teraz!

Dlaczego ludzie rezygnują ze swoich planów ćwiczeniowych? To, jak wystartujesz, w dużym stopniu determinuje Twoje późniejsze efekty. Jest kilka powodów, które tłumaczą, dlaczego ludzie tak szybko rezygnują ze swoich planów. Są to:

• Zbyt wygórowane cele. Osoby, które chcą zrzucić zbędne kilogramy, oczekują szybkich efektów. Być może sam kiedyś wyznaczyłeś sobie cel utraty 10 kilogramów. To bardzo duży cel i jeżeli nie zostanie rozbity na mniejsze elementy, z których można się radować, prawdopodobnie nigdy nie zostanie osiągnięty. Nieważne, czy chodzi o kilogramy, czy o centymetry w talii — jeżeli cel będzie zbyt wygórowany, a Ty szybko go nie osiągniesz, to zrezygnujesz z dalszego wysiłku.

• Zbyt wiele na raz. Jednym z najczęściej powtarzanych życzeń noworocznych jest odchudzanie. Być może byłeś jednym z tych, którzy obiecali sobie zdrowe jedzenie, systematyczne ćwiczenia, basen, siłownię, ale w lutym już niewiele z tych życzeń zostało.

• Nawet jeżeli ktoś poważnie potraktuje swoje postanowienie i zacznie ćwiczyć, to robi tego za dużo, za szybko i zbyt restrykcyjnie. Po tygodniu, a najwyżej dwóch, pojawia się ból, zniechęcenie i zmęczenie. Ćwiczenia, zamiast sprawiać radość, są najgorszą częścią dnia, a człowiek to taka sprytna bestia, że jak czegoś nie lubi, to zaczyna tego unikać. Tak też się dzieje z ćwiczeniami.

• Mała motywacja. Motywacja jest czynnikiem, który powoduje, że Ci się najzwyczajniej w świecie chce. Zbyt mała motywacja do ćwiczeń wynika z małej świadomości tego, jakie konsekwencje niesie za sobą brak dbania o zdrowie. Ogień, który towarzyszył na początku, z czasem opada. Sztuką nie jest rozpalenie tego ognia, ale jego utrzymanie.

• Niewystarczająca wiedza. Brak wiedzy na temat tego, jak zacząć ćwiczenia, powoduje, że ludzie popełniają błędy opisane w powyższych punktach. Ich popełnianie powoduje obniżenie zapału i nieuchronny powrót do starych nawyków, które nie służą zdrowiu.

Jak zacząć ćwiczyć, by stało się to częścią Twojego życia?
Stwórz łańcuch zachowań prowadzący do ćwiczeń. Taki łańcuch możesz zbudować dla ćwiczeń fizycznych, systematycznej nauki lub pracy. Wypisz na kartce, co robisz każdego ranka. Ustal, po której z tych czynności przejdziesz do założenia sportowego obuwia. Przykładowy łańcuch czynności prowadzący do ćwiczenia może wyglądać tak: pobudka i poranna toaleta i wypicie szklanki wody i zmiana ubrania i założenie butów i wyjście za drzwi. Jak już zamkniesz za sobą drzwi, na 99% pójdziesz biegać. Niech to się dzieje całkowicie automatycznie. Nie rozważaj, czy warto, czy nie warto. Po prostu wykonaj te czynności jedna po drugiej i zobaczysz, że to naprawdę działa.

Podczas wykonywania czynności z łańcucha całkowicie wyłącz rozważanie i analizowanie swojego samopoczucia. Gdy pojawi się myśl: „Dzisiaj mi się nie chce biegać, bo jest pochmurno”, odwróć ją na: „Dlatego że jest pochmurno, mam ochotę na bieganie”. Z tą myślą zostań aż do wyjścia z domu.

Zacznij od tak małego kroku, jak to tylko możliwe. Kiedy zaczniesz ćwiczyć, wykonaj tak małą liczbę powtórzeń, jak tylko się da. Zrób tylko 5 przysiadów i 5 pompek. Tylko tyle, nic więcej. To jest tak mały wysiłek, że tego nie da się nie zrobić. Możesz być niesamowicie zmęczony, ale z pewnością znajdziesz pokłady sił, które pozwolą Ci zrobić zaledwie 5 przysiadów. Nieważne, ile ważysz, nieważne, ile masz lat — jesteś w stanie to zrobić. Jeśli nie odpowiadają Ci pompki, możesz zrobić 5 brzuszków. Decyzja w doborze ćwiczeń należy do Ciebie: wybierz dwa i zrób po 5 powtórzeń każdego z nich.

Dlaczego tylko tyle? Ponieważ najpierw musisz przyzwyczaić swoją głowę do tego, że ćwiczysz. W Twoim mózgu muszą powstać silne połączenia neuronalne, które będą odpowiadały za automatyzację wykonywanych przez Ciebie czynności. Przez miesiąc przyzwyczajaj mózg do stałej sekwencji wydarzeń: pobudka i poranna toaleta i wypicie szklanki wody i zmiana ubrania i założenie butów i wyjście za drzwi lub ćwiczenia w domu.

Po miesiącu tworzenia takiego przyzwyczajenia ćwiczenia będą normalnym składnikiem Twojego dnia, tak jak spanie, jedzenie czy poranna toaleta.

Wykonując tak mało powtórzeń, czujesz pewien niedosyt. Wiesz, że masz na tyle siły, aby spokojnie zrobić ich więcej. O to właśnie chodzi — to uczucie niedosytu powinno Cię mobilizować do kolejnych kroków. Pomyśl, że już za miesiąc poprzeczka powędruje nieco wyżej!

Wyznacz porę ćwiczeń
Z doświadczenia wiem, że najlepszym rozwiązaniem są poranne ćwiczenia. Powód jest prosty — w ciągu dnia może stać się zbyt wiele nieprzewidywalnych zdarzeń, które zaburzą jego plan. Poranek jest także najlepszą porą na ćwiczenia, gdy Twoim celem jest utrata tkanki tłuszczowej. Ćwicząc przed śniadaniem, organizm szybciej sięga po zapasy tłuszczu potrzebne do wytworzenia energii. Ćwiczenie wieczorami ma to do siebie, że organizm w pierwszej kolejności sięga po to, co zostało dostarczone wraz z pożywieniem. Najpierw spalisz kalorie, które dostarczyłeś wraz ze śniadaniem i obiadem, więc tkanka tłuszczowa w ogóle nie zostanie ruszona.

W przypadku gdy nie ma innej możliwości, ćwicz wieczorem. Nie będziesz tracił wagi tak szybko, jak gdybyś robił to rano, ale przynajmniej zapobiegniesz jej dalszemu zwiększaniu się.

Wytrzymałeś miesiąc? Zrób kolejny krok!
Po miesiącu zwiększ intensywność ćwiczeń o 50%. Tym razem przez miesiąc rób 8 przysiadów i 8 pompek lub idź na 20-minutowy spacer. Do tego dołóż większą ilość chodzenia. Zamiast jechać na zakupy samochodem, weź plecak, idź i kup to, co niezbędne. Kolejnego dnia kupisz inne produkty. Dojeżdżając na uczelnię lub do biura, wysiądź przystanek wcześniej. Ewentualnie wysiądź przystanek wcześniej, gdy wracasz do domu z uczelni lub z pracy.

Wykonuj tylko te czynności przez następny miesiąc. Wiem, że wydaje się to komiczne, ale zaufaj mi, na dłuższą metę będziesz osiągał o wiele lepsze efekty. Działanie małymi kroczkami buduje solidne fundamenty pod to, aby zmiana była trwała.

W trzecim miesiącu możesz już robić trochę więcej ćwiczeń i zacznij powoli zmieniać swoje nawyki żywieniowe. Rób to w takim tempie, co z ćwiczeniami. Na początek nie zmieniaj radykalnie menu, ale jedz mniej. Postanów sobie, że nie będziesz jadł do samego końca.

Możesz mniej sobie nakładać albo zostawiać na talerzu 1/3 nałożonego posiłku. Kolację zjedz najpóźniej o 19:00. Gdybyś odczuwał głód w późniejszych godzinach, zjedz jakiś owoc.

Takie proste kroki mogą sprawić, że będziesz tracił kilogram miesięcznie. To wydaje się bardzo mało, ale zauważ, że w perspektywie roku to już 12 kilogramów. Bez męczących ćwiczeń i „cudownych” diet.

Dlaczego polecam właśnie takie rozwiązanie? Ponieważ zadziałało ono zarówno u mnie, jak i u osób, którym je rekomendowałem. W ciągu dwóch lat zrzuciłem ponad 14 kilogramów tylko dzięki zastosowaniu prostych zasad:

• Ćwicz rano. Obecnie biegam około godziny, ale zaczynałem od spaceru wokół bloku. Trwało to może 15 minut. Po dwóch miesiącach wychodziłem na pół godziny, przeplatając spacer krótkimi przebieżkami. Dzisiaj nie mam żadnego problemu z tym, żeby biegać przez godzinę.

• Pij wodę zamiast słodkich soków. Żaden sok owocowy z kartonu nie jest dla Ciebie zdrowy. Prawdziwy sok zepsułby się po dwóch dniach od wyciśnięcia. Te ze sklepowych półek mają ponadroczną datę ważności. Większość z nich opiera się na sztucznych zagęszczaczach, barwnikach i aspartamie. Owoce znajdziesz jedynie na kartonie. Moim zdaniem jest to takie samo zaśmiecanie organizmu jak przy jedzeniu kebabu.

• Wyeliminuj cukier. Obecnie nie słodzę ani kawy, ani herbaty (tę uwielbiam z cytryną). Myślę, że wyeliminowanie cukrów było dobrym krokiem. Podobnie ze słodyczami — staram się zastępować je słodkimi owocami. Sądzę, że substytuty cukru, czyli wszelkie słodziki, są równie szkodliwe jak on sam. Są to syntetyki chemiczne, a takich lepiej unikać.

• Jedz mniejsze porcje. Częstym problemem jest to, że ludzie kończą jedzenie w momencie gdy mają pusty talerz. Bądź świadomy, kiedy jesz, i zadaj sobie w połowie porcji pytanie, czy jesteś już najedzony, czy konsumujesz dalej, bo jedzonko dobre. Jesz po to, by żyć, a nie żyjesz po to, by jeść.

• Unikaj jedzenia wieczorem. Ostatni posiłek staraj się jeść przed 19:00. Później, kiedy odczuwasz głód, sięgaj po jogurt lub owoc. Idziesz spać, więc Twój organizm nie potrzebuje tyle energii, ile za dnia. Poza tym wieczorne jedzenie obciąża organy odpowiedzialne za trawienie, a im również należy się odpoczynek. Zauważyłem, że wcześniejsza kolacja dobrze wpływa na jakość mojego snu.

• Jedz śniadanie. Śniadanie dodaje energii na cały dzień. Osoby jedzące je regularnie są zdrowsze niż te, które tego nie robią. Otyli raczej powinni zrezygnować z obfitych kolacji, ale śniadanie powinno być zjedzone. Pomijanie go zwiększa ryzyko otyłości. Dobrze, żeby w skład śniadania wchodziły jakieś owoce, płatki lub jogurt. Dla wielu osób to może być jedyny zdrowy posiłek w ciągu dnia.

• Jedz regularnie. To bardzo mi pomogło. Staram się jeść codziennie mniej więcej o tych samych godzinach. Wiadomo, że czasami posiłki przesuną się pół godziny w jedną albo w drugą stronę, ale dzisiaj już nawet tego nie pilnuję. Organizm o pewnych porach daje mi znaki, że przydałoby się coś przekąsić. Jem mniej więcej co 3 godziny, 3 główne posiłki to śniadanie, obiad i kolacja. Ponadto jeszcze 2 mniejsze między śniadaniem a obiadem oraz między obiadem a kolacją. Regularne jedzenie może być przepustką do utraty wagi. Należy pamiętać, że regularne dostarczanie paliwa powoduje, że organizm najpierw czerpie energię z pożywienia. Tłuszcz brany jest pod uwagę w drugiej kolejności. Dlatego całodzienny bilans spalonych kalorii musi być większy od tego, co zostało dostarczone wraz z jedzeniem.

• Jedz wolniej. Trawienie zaczyna się już w jamie ustnej. Im lepiej pogryziesz pokarm i im bardziej go rozdrobnisz, tym mniej obciążony będzie układ trawienny. Często zgaga i ból brzucha spowodowane są właśnie szybkim jedzeniem. Wolniejsze sprawi, że będziesz jadł mniej. Potrzebne jest 20 minut, aby do mózgu doszedł sygnał o sytości. Dlatego czasami, kiedy jesz dużo, czujesz nagle pełny brzuch, chociaż jeszcze przed kilkoma minutami wszystko było w porządku. Wolne jedzenie pozwoli Ci posmakować w pełni potraw. Doświadczysz w pełni smaku — delektuj się tym.

Jak zacząć wolniej jeść?
Przede wszystkim nie doprowadzaj się do głodu. Kiedy będziesz bardzo głodny, możesz mieć problem z tym, aby jeść wolniej. Dlatego regularne posiłki, o których pisałem wcześniej, dobrze się sprawdzają.

Jedz w swoim tempie. Kiedy jemy w towarzystwie, pojawia się tendencja do dotrzymywania tempa innym biesiadnikom. Jedz po swojemu — nawet jeśli skończysz kilkanaście minut po innych.

Jak jesz, to jedz. Bądź świadomy jedzenia. Możesz zrobić eksperyment i zjeść coś z zamkniętymi oczami. Skoncentruj się wyłącznie na zapachu i smaku. Odchodź od zwyczaju jedzenia przed telewizorem lub przy komputerze. Zauważ, że kiedy ogląda się film, to można sobie chrupać chipsy lub paluszki w nieskończoność. Zjedz w ciszy i spokoju, zamknij oczy i jedz wolniej.

Nagradzaj się za efekty
Nagrody są potrzebne, zwłaszcza na początku wdrażania nawyku. Ważne, aby były adekwatne do zrealizowanego celu. Nagrodą za poranne ćwiczenia nie może być pączek! Twoją nagrodą może być czytanie książki, kąpiel w wannie pełnej ciepłej wody lub oglądanie ciekawego filmu. Po tygodniu ćwiczeń możesz kupić sobie jakiś mały gadżet lub iść do kina. Po miesiącu systematycznych treningów możesz zafundować sobie masaż. Pomyśl nad swoimi nagrodami. To nie muszą być drogie rzeczy — ważniejsze jest to, aby były adekwatne do osiągniętych efektów.

Nie wymawiaj się brakiem sprzętu
Zacząć możesz z tym, co już posiadasz. Wiele osób, które zamierzają ćwiczyć, kupuje specjalne koszulki, spodnie i buty. To moim zdaniem lekka przesada. Wystarczy zwykły t-shirt i dresy. Jeżeli chcesz biegać, to najdroższą inwestycją są buty. Najlepiej idź do sklepu sportowego i zapytaj sprzedawcy o odpowiedni model lub poczytaj o butach na forach dla biegaczy. Na początek nie ma potrzeby kupowania drogich, markowych butów. Zacznij od tańszych modeli. Jak poczujesz, że bieganie jest dla Ciebie, to dopiero wtedy pomyśl nad lepszym obuwiem. Jednak może się okazać, że bardziej spodoba Ci się taniec towarzyski lub sztuki walki, a tam korzysta się z obuwia zupełnie innego rodzaju.

Bądź konsekwentny!
Wiesz, co chcesz osiągnąć. Znasz także swoje powody, dla których pragniesz zacząć ćwiczyć. Efekty przyjdą, ale musisz być konsekwentny. Z pewnością będą pojawiać się chwile słabości, dlatego ważna jest kwestia budowania nawyków i takich zachowań, które nie pozwolą na odstawienie ćwiczeń.

Zakorzenienie nawyku jest sprawą kluczową. Kiedy wykonywanie pewnych czynności zachodzi automatycznie, jesteś na dobrej drodze do osiągnięcia zamierzonych rezultatów.

Bartłomiej Popiel
Zrobię to dzisiaj!



czwartek, 27 maja 2010

Jak wyleczyć nieuleczalne choroby?



Nasze zdrowie w naszych rękach
Życie człowieka i każdej istoty na ziemi jest najcenniejszym darem od natury. Gdybyśmy chcieli to uszanować i umiejętnie wpisywać się w jej strukturę, uniknęlibyśmy wielu niepotrzebnych cierpień. Wiele zależy od człowieka. Jeśli tylko zechcemy, możemy żyć długo w zdrowiu, dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. To my sami jesteśmy kowalami własnego zdrowia i szczęścia, i od nas zależy, jakie ono będzie.

Warto nauczyć się słuchać własnego organizmu, bo on zawsze daje sygnały, gdy dzieje się z nim coś niedobrego. Jeśli prowadzimy nieodpowiedni tryb życia i nieodpowiednio się odżywiamy, na pewno bardzo szybko da nam o tym znać w postaci dyskomfortu psychicznego lub fizycznego, a potem w postaci choroby. Słuchając tych sygnałów będziemy świadomi, co jest przyczyną własnych niedomagań. Warto wiedzieć, co je powoduje, by w razie potrzeby zastosować środki zaradcze. Jeśli nie zna się przyczyny choroby, pozostaje wówczas tylko leczenie objawowe, ale takie leczenie nie daje oczekiwanych efektów.

Jeżeli człowiek źle traktuje swoje ciało i sam nie potrafi zrozumieć, co ewentualnie może mu szkodzić, to i lekarz też nie będzie mógł zbyt wiele pomóc. Pozostanie mu rozpoznać chorobę tylko na podstawie objawów.

Medycyna z reguły nie docieka przyczyn powstania choroby. Leczy tylko jej skutki. Przyjmuje zazwyczaj, że chorobę powodują wirusy i bakterie. Jest to prawdą, tylko, że my tym bakteriom i wirusom stwarzamy idealne warunki do życia w naszym organizmie. Nasz ustrój nie może sobie poradzić z wydaleniem niestrawnych resztek pokarmowych. Zalegają w naszym organizmie, stwarzając im w ten sposób idealne warunki do rozwoju.

Lekarz więc leczy nas objawowo antybiotykami i różnymi innymi tabletkami. Nie szczędzi się ich również nawet malutkim dzieciom. Choroba jednak trwa nadal, jej przyczyn się nie usuwa, a poprzez łykanie różnych leków, swój stan zdrowotny jeszcze pogarszamy. Leki chemiczne dodatkowo zatruwają nasz ustrój, który nie dość, że stara się pokonać chorobę, to musi jeszcze zwalczać skutki uboczne farmaceutyków. Osłabia się system immunologiczny. Organizm coraz gorzej sobie radzi i wciąż dochodzą nowe problemy zdrowotne.

Dzisiejszy przemysł dostarcza nam „najlepszego pożywienia” w postaci produktów gotowych, lub szybkich dań składających się głównie z mięsa i nabiału, „najlepszych leków”, „najlepszych udogodnień cywilizacyjnych”. Chętnie z tego korzystamy, bo jest to wygodne i bardzo ciekawe, wszystkiego próbujemy, zachłystujemy się nowościami. Gonimy więc za karierą, komfortem, pieniędzmi a przestajemy się liczyć z własnymi naturalnymi potrzebami takimi, jak np. kontakt z przyrodą czy drugim człowiekiem, potrzebą bycia razem z rodziną lub przyjaciółmi, koniecznością wyciszenia się i dogonienia własnych myśli. Brakuje już czasu na zadbanie o własną kondycję zarówno psychiczną jak i fizyczną, czyli o normalne życie. A bywa i tak, że najzwyczajniej w świecie nie chce nam się zadbać samemu o siebie, bo w razie bólu czy choroby łatwiej jest łyknąć tabletkę, a odpowiedzialność za swoje zdrowie zrzucić na lekarzy.

Współczesne odżywianie, skutki cywilizacji i nasza postawa wobec życia, często bywa zgubna dla nas samych. W efekcie mamy coraz mniej czasu na cieszenie się nim, jesteśmy coraz bardziej tym zmęczeni i zagubieni, a później refleksja - po co to wszystko? O co tu chodzi, bo właściwie życie tak szybko upływa, kondycja byle jaka, czegoś zaczyna brakować...

Decyzja należy do nas 
Odpowiedni styl życia i sposób odżywiania ma ogromne znaczenie w życiu człowieka. Można żyć wiele lat w zdrowiu i dobrej kondycji, jeśli tylko odpowiednio o to zadbamy. Można słuchać rad naukowców, lekarzy, dietetyków, czy innych doradców, ale ostateczna decyzja zawsze należy do nas. W końcu to my sami obieramy taki, a nie inny styl życia, to my łykamy przepisane nam leki, a w razie konieczności poddajemy się różnym zabiegom i operacjom. W efekcie sami ponosimy tego konsekwencje.

Gdy zachorowałam 13 lat temu, wiadomości na temat prawidłowego odżywiania, naturalnego leczenia i swojego miejsca w przyrodzie miałam niewiele. Żyłam tak samo jak inni, sposób odżywiania przyjęłam taki sam jak moi rodzice i większość ludzi sądząc, że jest jak najbardziej odpowiedni. Teraz wiem, że ani dla mnie, ani też dla wielu z nas nie jest korzystny, a wręcz szkodliwy. Lata doświadczeń przekonały mnie, że zarówno sposób życia, jak i pokarm który spożywamy jest wyznacznikiem naszego zdrowia, samopoczucia, długości i jakości życia.

Przez cały czas mojej choroby wiele zrozumiałam i wiele się nauczyłam. Dziś nie jestem przekonana czy to moje r.z.s. jest chorobą samą z siebie, czy też zostało wywołane tzw. kompleksowym leczeniem. Z pewnością jednak, nie jest to choroba, o której mogę powiedzieć „przyczyna nieznana”.

Wiedza o zdrowym sposobie życia, odpowiednim odżywianiu, leczeniu metodami naturalnymi, leczeniu dietą, jest każdemu potrzebna. Także wiedza o prawach natury i sposobie życia, jakie nam wyznacza, bo my wszyscy też jesteśmy częścią tej natury. Tak samo, jak rośliny, zwierzęta, wiatr, deszcz, słońce itd., a nieprzestrzeganie jej praw obraca się przeciw nam. Dlatego tak trudno jest nam utrzymać się w zdrowiu i dobrej kondycji fizycznej i psychicznej do końca swego życia.

No cóż, przyznaję, że chociaż byłam dość trudną i zbuntowaną pacjentką, to ulegałam sugestii medycznej i dostosowywałam się do zaleceń. Jednocześnie broniłam się później przed lekarstwami coraz to silniejszymi i mogącymi przynieść pozytywne efekty leczenia.

Dlaczego zdecydowałam się na zmianę sposobu odżywiania
Czytając różne artykuły i książki, szukając wszelkich możliwych informacji na temat zdrowia i swojego miejsca w przyrodzie, dowiadywałam się, w jaki sposób człowiek powinien żyć, by móc być sprawnym i szczęśliwym bez większych poświęceń i wyrzeczeń ze swej strony. Spotykałam się z wegetarianami i weganami, których poznałam przez kościół Adwentystów, dostępny nie tylko dla ludzi należących do niego. Nie musiałam zmieniać wiary, by móc przychodzić na tego typu spotkania. Nikt mnie do tego nie namawiał ani nawet tego nie zasugerował.

Właśnie w tym środowisku odbywały się spotkania z ludźmi, którzy chcieliby poznać aspekty zdrowej kuchni. Tu odbywały się poczęstunki dań bezmięsnych i prelekcje na temat zdrowego stylu życia. Przyjeżdżali też lekarze wegetarianie przekazujący swą wiedzę zdobytą na praktykach w Stanach Zjednoczonych i leczący już w sposób naturalny w Polsce. Można było się tam dowiedzieć, a także nabyć książki tłumaczące, dlaczego wegetarianizm jest zdrowszy od tradycyjnie przyjętego schematu żywienia, również o tym, jak odżywianie wegetariańskie i wegańskie uzdrawia ludzi z ciężkich chorób cywilizacyjnych, uznanych przez medycynę za nieuleczalne.

Teraz coraz częściej słyszy się o tym, że miażdżyca jest w 100% uleczalna poprzez oczyszczenie organizmu dietą surową. Ja to słyszałam 10 lat wstecz. Jednak tych lekarzy, mających bardzo dobre efekty w leczeniu dietą i naturalnymi sposobami, nie dopuszcza się zbytnio do głosu. Zagrażają bowiem autorytetom medycznym stosującym współczesne, w większości przypadków, chemiczne metody leczenia. Tylko ile ofiar pochłonęły te współczesne metody, nikt się nie dowie. Wiem jednak, że ofiar tych można uniknąć. Tak jak mogła uniknąć moja matka i mój ojciec, tak, jak mogło uniknąć wiele innych bliskich mi ludzi i nie tylko. Trzeba tylko uznać prawa natury, dostosować się do jej rytmu i nie szkodzić swemu ciału.

Medycyna w wielu przypadkach pomaga, lecz środki chemiczne w leczeniu, powinny być ostatecznością. Wszelkie zabiegi chirurgiczne i operacje również. Większość ludzi bardzo sceptycznie podchodzi do naturalnych sposobów leczenia, natomiast bardzo wierzy w nieomylność medycyny akademickiej i odpowiedzialność lekarza za człowieka. Tylko, że lekarz też człowiek, bywa omylny, a przede wszystkim opiera się głównie na wiedzy książkowej. Dlatego różnie to bywa z tą odpowiedzialnością w praktyce. Rozmawiając z innymi na te tematy często słyszałam zdanie, że od leczenia jest lekarz. To prawda, ale myślę, że warto dodać: lekarz, znający nie tylko środki farmakologiczne, ale przede wszystkim, bardzo dobrze znający naturę człowieka, jego miejsce w przyrodzie, oraz naturalne sposoby uzdrawiania, a leki wprowadzający tylko w ostateczności. W większości przypadków sami możemy sobie z chorobą poradzić, nie zrzucając odpowiedzialności za swe zdrowie na lekarzy. To głównie my jesteśmy za nie odpowiedzialni.

Spożywamy za dużą ilość pokarmów, a przede wszystkim produktów szkodzących naszemu organizmowi. Spożywamy zbyt wiele białka, choć wcale nam go tak dużo do odbudowy komórek nie potrzeba. Dzięki zaś informacjom przekazywanym przez media i autorytety, wytwarzamy błędny obraz o sposobie odżywiania i leczenia.

Mało kto próbuje posłużyć się własną logiką, by wyciągnąć korzystne dla siebie i innych wnioski. Mało kto wierzy także w to, że organizm ma bardzo duże możliwości regeneracji. Większość ludzi tak bardzo obawia się deficytu białka i wapnia, że nawet nie chce uwierzyć w inny sposób odżywiania, niż powszechnie przyjęty. Woli leczyć się różnymi medykamentami, nie będąc świadomym jak bardzo sobie szkodzi. Nie chce nawet sprawdzić, jak działa zdrowa dieta, czy metoda stara jak świat – głodówka - choćby wiedział, że wkrótce może umrzeć.

Ludzie zasięgają natomiast porad medycznych, dostosowują się do nich, łykają przeróżne leki wymieniając je wciąż na inne, "skuteczniejsze", dają się okaleczać poprzez zabiegi i operacje, co w efekcie nie usuwa przyczyn choroby. Ona trwa nadal, a organizm słabnie i coraz gorzej radzi sobie z odtruwaniem po spożyciu nieodpowiedniego pokarmu i dodatkowo, po leczeniu tabletkami.

Wówczas się mówi, że nawet medycyna nie pomogła i nie było dla niego ratunku. Jednak jest tyle dowodów na to, że dzięki odpowiedniemu oczyszczeniu organizmu dietą surową, jarską, czy głodówkami wiele ludzi uniknęło śmierci lub kalectwa.

Sceptycyzm może szkodzić Tobie i innym
Sceptycy, którzy nie chcą sami się przekonać o skuteczności naturalnego leczenia i zdrowego odżywiania, często swoje teorie wygłaszają bez zastanowienia, szkodząc innym. Są tak zatwardziali w swoich poglądach, że nawet nie dopuszczają myśli, że mogą nie mieć racji. Choć sami tego nie sprawdzili, głośno wypowiadają swe zdanie. Przekonują innych o słuszności swojego poglądu. Szkodzą sami sobie, szkodzą innym. Gdyby mieli porównanie między dietą roślinną, a dietą mięsną, to można by na ten temat z nimi rozmawiać. Skąd mogą wiedzieć jak działa dieta wegańska, czy głodówka, jakie przynajmniej jest po niej samopoczucie, skoro tego nie sprawdzili. To są tylko wygłaszane przez nich teorie. Lepiej nie słuchać ich rad, a zaufać własnej logice.

Często ludzie chorzy śmiertelnie, też nie chcą uwierzyć w dobroczynne działanie innych metod leczenia. Z swoim ślepym przekonaniem, lub sugestią ludzi niemających pojęcia o zdrowym stylu życia i przywracaniu zdrowia dietą, nie pozwalają sobie pomóc. Ci natomiast, którzy nie mają doświadczeń wegańskich, swoją opinią o szkodliwości weganizmu i wegetarianizmu, wprowadzają w błąd tych, którzy chcieliby przynajmniej spróbować leczenia naturalnego.

Skąd ktokolwiek może wiedzieć, czy dieta nie ma wpływu na zdrowie i kondycję, skoro sam nie ma porównania? Jednak ludzie bardzo ciężko chorzy, gdy już czują, że medycyna też nie może im już pomóc, chcą skorzystać z tego sposobu leczenia. Niestety, wtedy jest już przeważnie za późno.

Postanowiłam zmienić przychodnię
Nie mogłam pogodzić się z myślą, że lekarstwa zamiast mi pomagać, tak bardzo mi szkodziły. Czułam się fatalnie, leki zamiast polepszać moje zdrowie, dawały odwrotny skutek. Kondycja fizyczna i psychiczna pogarszała się z dnia na dzień. Postanowiłam zmienić przychodnię, w nadziei, że inny specjalista pomoże mi wrócić do równowagi fizycznej. Nic z tego. Diagnoza została potwierdzona. Podczas rozmowy zostałam poinformowana, że muszę się leczyć i coś łykać, bo inaczej mogę doczekać wózka inwalidzkiego. Do dziś w uszach mi brzmią słowa: „przecież musi pani coś łykać, bo będzie pani jeździć na wózku, a w najlepszym wypadku czeka panią laska”.

Dowiedziałam się też, że kwalifikuję się na rentę i lepiej będzie bym załatwiła sobie miejsce w szpitalu, bo stając na komisję muszę mieć dowody leczenia. Zdenerwowałam się tym faktem i powiedziałam, że nie przyszłam tu po to, by starać się o rentę, lecz po to, by się wyleczyć i czuć się normalnie. Mimo wszystko dostałam ponowne skierowanie do szpitala. Zostałam również poinformowana o tym, że niedługo minie pół roku zwolnień lekarskich i będę musiała stawić się na komisję w celu przyznania renty inwalidzkiej, bo przecież będąc w takim stanie nie będę mogła pracować. Fakt, byłam już naprawdę w kiepskim stanie. Powiedziano mi, że z uzyskaniem renty też będę miała problemy, nie mając zaliczonego pobytu w szpitalu i badań. Leki podtrzymano. Potem przepisywane miałam jeszcze inne rodzaje tabletek, czasem zastrzyki, zabiegi fizykoterapeutyczne i wcale nie czułam się lepiej.

Z dnia na dzień traciłam sprawność, ból był nie do zniesienia, ręce i nogi drętwiały, sztywniały nawet plecy. Z wielkim trudem poruszałam się, miałam problemy z podniesieniem się z łóżka, wszystkie stawy rozmiękły jak gąbka, nawet szczęki odmawiały posłuszeństwa, a w dłoniach nie mogłam utrzymać łyżeczki do herbaty. Na moje pytania, kiedy poczuję się lepiej, odpowiedzią było: będzie tak samo, lub gorzej.

Jednak szpital
Byłam załamana i u kresu wytrzymałości. Półroczny okres zwolnień lekarskich upływał, więc zdecydowałam się na szpital, uwierzyłam we wszystko i poddałam się dalszemu leczeniu. W maju 1991r, a więc po półtora roku leczenia ambulatoryjnego zostałam przyjęta na oddział reumatologii. Trwające przez ten okres leczenie nie przyniosło żadnego efektu. Do szpitala przyjęta byłam z wynikami OB - 42/57. Nie stwierdzano dodatniego odczynu Walera-Rosego w żadnym badaniu, ani podwyższonego ASO. W szpitalu dawkę leku podstawowego zwiększono z dwóch tabletek dziennie na cztery.

Dostałam zabiegi, rehabilitację, a po tygodniu leczenia w szpitalu efekt był taki, że chyba niewiele brakowało, by skończyło się to tragicznie. Najpierw dostałam wylewu podspojówkowego. Zaliczyłam wizytę u okulisty, a po powrocie na mój oddział nastąpił atak, podczas którego miałam odczucie, że odchodzę z tego świata. Zrobiło się trochę zamieszania wokół mnie. Obecna była przy mnie tylko pielęgniarka, która dostała wskazówki co ma zrobić w takim przypadku. Lekarz nie przyszedł, nie miał czasu.

Dostałam jakiś zastrzyk i nakazano mi spokojnie leżeć przy szeroko otwartym oknie i wysoko podniesionym podgłówku. Dostawałam drgawek i na przemian robiło mi się zimno i gorąco. Potem zasnęłam, a gdy się obudziłam, czułam się tak, jakbym wróciła z innego świata. Kręciło mi się w głowie, z ledwością mogłam utrzymać się na nogach. Pęcherz moczowy miałam tak wypełniony, że z wielkim trudem i przy pomocy moich współtowarzyszek dotarłam do toalety. Kryzys minął, a ja nigdy nie dowiedziałam się, co się wówczas ze mną działo. Dopiero po wielu latach znajoma pielęgniarka zasugerowała mi, że takie objawy są przy zapaści.

Leczenie szpitalne jeszcze bardziej pogorszyło mój stan. Trzy tygodnie leczenia kompleksowego i efektów pozytywnych żadnych.

Co jest przyczyną moich cierpień?!!! 
Cofając się myślami w przeszłość, analizowałam wszystko od początku. Zastanawiałam się co jest tego przyczyną i dlaczego nie ma żadnych pozytywnych efektów leczenia. Dlaczego tak dużo ludzi choruje, a medycyna nie może znaleźć przez tyle lat powodu choroby i skutecznego na nią leku. Przecież skoro jakieś schorzenie się przyplątało, to musi istnieć jakiś powód.

Zastanawiało mnie również to, że idąc po poradę byłam w dobrym stanie, a po podjęciu leczenia mój stan tak się pogorszył, że byłam kaleką. Co się przyczyniło do tego i czemu tyle leków jest nieskutecznych, a wręcz szkodliwych? Dlaczego ludziom przepisuje się takie specyfiki, nie dość, że mało skuteczne to na dodatek szkodzące organizmowi! Czemu nikt i nic nie jest w stanie mi pomóc?

Trudno było znaleźć na te wszystkie pytania odpowiedzi. Aż do dnia, w którym zabrakło mi leku podstawowego. Sulfasalazyny, którą łykałam przez 2 lata. Nie brałam jej przez jeden dzień, a drugiego szybko poszłam do przychodni po receptę. Tego dnia i przez kilka następnych mojego lekarza miało nie być. Nie dostałam się też do innego, przyjmującego w zastępstwie, bo było zbyt wielu pacjentów.

Następnego dnia natomiast odczułam lekką poprawę, więc postanowiłam, że nie będę już szła do innego lekarza, tylko poczekam na powrót swojego. Czułam się troszeczkę lepiej, więc pomyślałam, że wytrzymam do jego powrotu. Okazało się, że z dnia na dzień ból się zmniejszał. Przynajmniej środki przeciwbólowe działały skutecznie. Sięgając pamięcią wstecz przypomniałam sobie, że takie chwile już były i to właśnie wtedy, gdy brakło mi leku, lub zapomniałam go zażyć. Przedtem nie skojarzyłam sobie, że ta chwilowa ulga wiąże się z brakiem leku w organizmie.

Teraz zrozumiałam, że prawdopodobnie te moje cierpienia mogły być spowodowane właśnie zatruciem organizmu lekami. Sulfanomid jest szkodliwy dla organizmu, też pozbawia witamin i mikroelementów, a jak można być zdrowym mając tak wyjałowiony organizm.

W pół roku po leczeniu szpitalnym na oddziale reumatologii otrzymałam następne skierowanie do szpitala. Nie chciałam z niego korzystać. Przykre doświadczenia z poprzedniego pobytu powstrzymywały mnie od podjęcia decyzji o następnym leczeniu szpitalnym. Poza tym znów pojawiał się problem z opieką nad dziećmi. Zwlekałam z wyznaczeniem terminu przyjęcia, ale lekarz wciąż mi o tym przypominał. Tym razem, gdy pojawiłam się w gabinecie, też mnie zapytał, czy już załatwiłam sobie miejsce w szpitalu. Odpowiedziałam, że nie i nie zamierzam tego zrobić.

Czuję się lepiej, bo nie biorę sulfasalazyny. Stwierdził, że wobec tego wchodzę w stan remisji. Zapytałam więc, czy ten lek mógł powodować takie dolegliwości. Odpowiedzią było przytaknięcie potwierdzone kiwnięciem głową, a potem pytanie, czy na sanatorium też się nie zgodzę? Nie chciałam, bo znów miałabym problem z dziećmi, a i fundusze też mi na to nie pozwalały. Taką też dałam odpowiedź.

Byłam wtedy z córką, wobec tego zaproponował mi pobyt w sanatorium razem z nią. Poproszona zostałam, bym zgłosiła się za dwie godziny. W tym czasie już zarezerwowano dla mnie i dziecka miejsce w ośrodku, a za trzy dni już miałam się tam zgłosić. Sprzeciwiałam się, ale po długich rozważaniach w końcu dałam się przekonać i pojechałam. Rzeczywiście, tak jak mi obiecywano, byłam zadowolona. Opieka była bardzo dobra, żałowałam tylko, że nie mogłam wziąć ze sobą synka, choć taka możliwość była. Córka była też zadowolona. Wzmocniłam się, stawy nadal mnie bolały, ale tylko pod dotykiem i przy poruszaniu się. Przedtem rwały mnie nawet w stanie spoczynku. Sulfasalazyny już więcej nie dostałam. Dostawałam natomiast inne leki, które miały mi pomóc.

Przepisywanych miałam wiele leków takich jak: Enerbol, Profenid w tabletkach, zastrzykach, czopkach, żelu do smarowania, Woltaren, Metindol, Naproxen, Tolectin, Majamil, Feloran, Piroxicam i inne. Po przykrych doświadczeniach już dzieliłam tabletki na mniejsze porcje, zwłaszcza gdy dostawałam w postaci retard, a te zazwyczaj są w dość dużych dawkach. Wybierałam też takie, które miały być najmniej szkodliwe. Nie dostawałam żadnych witamin. Dopiero później sama je zaczęłam kupować i zażywać, by uzupełnić ich deficyt powstały wskutek leczenia.

Choć po odstawieniu Sulfasalazyny odczułam bardzo dużą poprawę, to jednak nadal nie było takiej, jakiej oczekiwałam. Wyniki badań czasem bywały troszkę lepsze, czasem gorsze, najniższe OB, to było 37 po 1 godz. , ale przeważnie utrzymywało się na granicy od 46 i 55/87. Czułam się wprawdzie silniejsza, a stawy nadal mi dokuczały, choć tylko już przy poruszaniu. Raz czułam się bardzo dobrze, innym razem gorzej. Środki przeciwbólowe działały, więc dość często wspomagałam się nimi. Trułam swój już osłabiony, organizm nadal różnymi lekami i choć czasem przynosiły ulgę, to jednak doprowadzały do zatrucia i osłabienia układu immunologicznego. Od czasu do czasu zdarzały się zasłabnięcia, ale lekarz nie kojarzył tego z dużą ilością środków medycznych i wyjałowieniem organizmu. Ja też nie zdawałam sobie do końca sprawy, że skutki mogą być tak tragiczne.

Mimo wszystkich doświadczeń nadal wierzyłam w odpowiedzialność ludzi kompetentnych. Któregoś razu zasłabłam na ulicy. Był to już 4 rok leczenia. Ktoś mnie odprowadził do przychodni, stamtąd odwieziono mnie do szpitala. Nie mogłam utrzymać się na własnych nogach, toteż sanitariusze wnieśli mnie do ambulansu na rękach, a potem do szpitala. Nie było ze mną za wesoło, bo dawano mi tlen w karetce. Cały dzień spędziłam na izbie przyjęć, leżąc za parawanem. Dostałam zastrzyk z relanium, potem jeszcze jakiś inny, krople, kilkakrotnie podłączano mnie do EKG, zrobiono badania. Powtórzyła się ta sama historia, co w szpitalu.

Już w przychodni zaaplikowano mi jakieś leki, w drodze do szpitala mój organizm wyprodukował taką ilość moczu, że miałam wrażenie iż mój brzuch za chwilę pęknie. Gdy otrzymałam basen, mało nie przelał się ku zdziwieniu pielęgniarki i mojemu też. Powoli wracałam do siebie.

W szpitalu pani doktor, zapytała mnie czy może na coś się leczę. Odpowiedziałam, że tak i że systematycznie biorę leki na r.z.s. Dostawałam wówczas Metindol w tabletkach i to w dość dużych dawkach. Powiedziała mi, bym była ostrożna, jeśli chodzi o leki, a zwłaszcza o leki na reumatyzm, bo ich toksyczność jest bardzo duża i że lepiej je brać tylko w razie potrzeby. Byłam jej wdzięczna za tę informację.

Sądziłam, że każdy specjalista dobrze zna działanie leków i jest za pacjenta odpowiedzialny. Zaczęło do mnie docierać, że prawda jest trochę inna. Wtedy już na dobre zaczęłam powątpiewać w skuteczność i nieomylność medycyny i doszłam do wniosku, że lekarze traktują swych pacjentów zbyt „książkowo”, a przecież każdy człowiek jest inny, inną ma wrażliwość, inną odporność, inną choćby wagę ciała i wzrost.

Boże! Jeżeli jesteś – powiedz mi, co ja mam zrobić?!Rozmyślałam, gdzie powinnam szukać porady, skąd mogłabym się dowiedzieć o innych sposobach leczenia; a może zastosować jakieś zioła, albo jakieś okłady na zbolałe miejsca? Czasem ktoś mi udzielił jakichś wskazówek, ja z tego skorzystałam, ale to wszystko było tylko przysłowiową kropelką w morzu potrzeb konkretnego leczenia. Zresztą mając małe dzieci nie zawsze mogłam sobie pozwolić na zajmowanie się tylko sobą. Zdawałam sobie też sprawę, że jeśli będę nadal leczyła się według zaleceń medycyny bez nadziei, że przyniesie mi to jakąkolwiek poprawę, to nie ma to dalszego sensu.

Chcąc natomiast postawić się na nogi i funkcjonować tak jak inni ludzie sprawni, rozumiałam, że muszę znaleźć skuteczny sposób, by sobie pomóc. Miewałam okresy nadziei, a nawet pewności, że znajdę skuteczne rozwiązanie, częściej jednak miałam okresy załamania i nie byłam w stanie myśleć o przyszłości z optymizmem. Niektórzy znajomi zaczęli się odsuwać ode mnie, bo nikt nie chce słuchać narzekań i patrzeć na czyjeś choroby, i wykrzywioną z bólu twarz.

Niektórzy nawet nie mogli uwierzyć, że ból może być tak silny, że odechciewa się żyć i podejrzewali, że udaję mówiąc mi o tym wprost. Ale byli i tacy, którzy mówili do mnie, że coś jest nie tak z tym leczeniem, bo leki powinny pomagać, a skoro nie pomagają i jest gorzej, to znaczy że jest coś nie tak.

Takie uwagi dawały mi do myślenia. Nie wiedziałam jednak jak to wszystko zrozumieć i od czego zacząć. Różne myśli przychodziły do głowy i wciąż czułam się bezradna. Bardzo chciałam zrobić coś ze swym nieszczęściem, tylko nie wiedziałam jak mam tego dokonać.

Nie wiedząc jak skutecznie sobie pomóc, modliłam się nawet o podpowiedź i chyba ją otrzymałam w postaci logicznego rozumowania. Odezwała się intuicja i zdrowy rozsądek. Trafiłam tam, gdzie mogłam znaleźć odpowiedź na swoje problemy. Do księgarni. Tam szukałam wiadomości, które mogłyby mi odpowiedzieć na wiele pytań. I znalazłam. Książkę, którą tyle razy trzymałam w rękach i nie zaglądając do niej, odkładałam na półkę. Sądziłam, że są to przepisy kulinarne, a te mnie nie interesowały. Tym razem przejrzałam ją dokładnie. Okazało się, że nie były to przepisy, lecz zbiór cennych wskazówek o chorobach wynikających z deficytu witamin i biopierwiastków w organizmie. Dzięki tej książce mój umysł rozjaśnił się. Skorzystałam bardzo wiele na tych wiadomościach i tylko mogę być wdzięczna autorom, prof. Julianowi Aleksandrowiczowi i p. Irenie Gumowskiej za takie informacje. Wiadomości w niej zawarte, były wtedy tak bardzo mi pomocne. Tytuł tej książki to „Kuchnia i medycyna”. Dzięki wiedzy w niej zawartej, rozpoczęłam, już zdecydowanie, poszukiwania sposobu odzyskania zdrowia. Była to pewnego rodzaju transformacja w moim życiu. Zrozumiałam, że tylko ode mnie zależy, jaka będzie dalsza moja przyszłość i jakość mojego życia. Stawałam się coraz trudniejszą pacjentką i jednocześnie lekarzem dla siebie.

Rozmyślając nad sposobem powrotu do zdrowia, eksperymentowałam na sobie leczenie witaminami, różnymi dietami i sprawdzałam jakie jest moje samopoczucie. Wspomagałam się magnezem, biopierwiastkami, to znów wracałam do tradycyjnie przyjętego sposobu odżywiania. W domu jadałam już inaczej, będąc natomiast u kogoś nie przyznawałam się do tych eksperymentów i dostosowywałam się do ogółu. Porównując jednak swoje samopoczucie między odżywianiem tradycyjnym a wegańskim, odczuwałam istotną różnicę. To dawało do myślenia.

Po ostatnim zasłabnięciu i pobycie w szpitalu, gdy pani doktor zwróciła mi uwagę na szkodliwość przyjmowanych leków, postanowiłam odstawiać je powoli. Nawet nie przyznawałam się lekarzowi, że wiele z nich już nie biorę. Później, gdy już zdecydowałam się na inne odżywianie, też tym się nie chwaliłam, zwłaszcza w przychodni. Wiedziałam jaka będzie reakcja, a ja bardzo chciałam się pozbyć swego kalectwa. Moja wiara w skuteczność leczenia kompleksowego została zachwiana. Coraz bardziej skłaniałam się w kierunku innych metod.

Wyszukiwałam coraz to inne książki i kupowałam je, a potem czytałam i szukałam w nich istotnych dla mnie wiadomości. Często wystawałam w księgarniach w kąciku, gdzie pojawiały się publikacje o leczeniu sposobami ludowymi, o leczeniu dietą, uryną, czy ziołami. Przeglądałam książki lekarskie i wychwytywałam wiadomości o leczeniu reumatyzmu, także innych chorób i efektach ich leczenia. Niektóre książki kupowałam i czytając je utwierdzałam się w przekonaniu, że można pozbyć się nawet najcięższych chorób w sposób niekonwencjonalny, lecząc się dietą, stosując radiestezję, ziołolecznictwo, bioenergię, urynoterapię, a co najważniejsze, oczyszczając organizm z toksyn gromadzonych przez całe swoje życie.

Bernard Jensen w swej książce „Artretyzm, reumatyzm, osteoporoza” pisze:

„Każdy zna sam najlepiej swoje ciało. Posłuchajmy uważnie tego, co nam komunikuje, a ono podpowie nam, co mamy robić”.

„Środki zaradcze w postaci zastrzyków i leków nie są w stanie przywrócić nam zdrowia”.

„Poprawę może przynieść wiele terapii... żadna jednak nie doprowadzi do wyleczenia, jeśli nie będzie im towarzyszyć właściwe odżywianie”.

„Artretyzm, to nie choroba, to objaw”.

„Nie tylko artretyzm, ale także reumatyzm i osteoporoza pojawiają się prawie zawsze jako wynik jakiegoś innego niedomagania organizmu”.

„Musimy zmienić nasze postępowanie natychmiast, i to nie poczynając od małych kroczków na jakie według naszego mniemania stać nas w tym momencie. Trzeba to zrobić dogłębnie i na stałe”.

„Zbyt często jemy po prostu dlatego, że nadeszła właśnie pora obiadu, czy kolacji, a nie dlatego, że jesteśmy głodni. Trzeba zerwać z tym niedobrym przyzwyczajeniem”.

„Reasumując, wegetarianizm jest potencjalnie idealnym... stylem życia”.

Tak to prawda. Teraz wiem, że innego sposobu na odzyskanie zdrowia nie znajdzie się. Trzeba tylko odwagi, by przełamać opory i pozbyć się obaw, a ja też ich miałam sporo. Gdy już całkowicie wyeliminowałam nabiał i mięso z jadłospisu, odczułam w przeciągu kilku dni radykalną poprawę. Pogorszyły się natomiast wyniki badań. OB spadło do 55 po 1 godz., ale w przeciągu kilku tygodni zaczęło wracać do normy, a po kilku miesiącach moje OB wynosiło tylko 9. Zaobserwowałam, że nie przestrzegając ściśle zasad jedzenia wyłącznie warzywno-owocowego, moje samopoczucie i wyniki badań pogarszają się. Jeśli natomiast stosuję się do diety i sprawdzam dokładnie czy w produktach gotowych nie ma mleka, jogurtu i innych niepożądanych dodatków, to i wyniki, i samopoczucie też są lepsze. Jest to już wskazówką, że taki pokarm nie jest odpowiedni dla mnie, ani dla wielu innych ludzi.

Odstawiając leki też nie wyrządziłam sobie krzywdy. Przeciwnie. Poprzez swoją postawę i postępowanie, dowiodłam sobie i medycynie, że unikając leków, wcale nie muszę znaleźć się na wózku. Ani ja, ani nikt inny, chyba że byłoby to konieczne z innego powodu. Dziś na pewno nie jestem w takim stanie jak przed leczeniem. Prawie cztery lata trucia się różnymi medykamentami zrobiły swoje. Zregenerowane urządzenie nigdy nie będzie takie, jak nowe. Tak samo organizm ludzki. Wróciłam jednak do sprawności, pozbyłam się bólu i... pesymizmu. I to właśnie jest moim sukcesem. Również wiadomości, jakie przez ten okres zdobyłam, też są nagrodą za lata cierpień. Teraz, gdy mówię, że choruję na r.z.s. tyle lat, słyszę: „Tak? a nie widać tego. Przecież pani porusza się normalnie.” I to jest dla mnie satysfakcja. Dzięki temu, iż nie poddałam się tak intensywnemu leczeniu farmakologicznemu uniknęłam jego skutków. A dzięki wiedzy o sposobie prawidłowego odżywiania i podstawowych zasadach funkcjonowania własnego organizmu, wróciłam do sprawności.

Lidia Aleksandra Szadkowska
Jak wyleczyć nieuleczalne choroby?




Czy wegetarianie sa zdrowsi i ładniej pachną?



Wegetarianie są zdrowsi?
Gdyby niektórzy naukowcy zajmujący się działaniami dotyczącymi żywności byli wampirami, to na pewno lataliby co noc wysysać krew z wegetarian, wiedząc, że jest ona zdrowa, i próbując odkryć, co jest tego przyczyną. Niewątpliwie zjadacze mięsa górują nad wegetarianami, jeśli chodzi o ataki serca, udary, cukrzycę, nadciśnienie tętnicze i niektóre postaci raka.

W jednym z badań, opublikowanym w „Brytyjskim Przeglądzie Medycznym” naukowcy porównali śmiertelność 11 tys. wegetarian i „miłośników mięsa”; wegetarianie mieli zdecydowanie niższe wskaźniki zgonów. Jeśli przyjąć wniosek ekspertów, że przyczyną tego jest dieta i umiarkowany tryb życia, musimy uznać dwa możliwe powody: unikanie szkodliwego mięsa i spożywanie dużej ilości pokarmów roślinnych.

Dieta wegetariańska, prawidłowo skomponowana jest w stanie w pełni pokryć zapotrzebowanie człowieka na niezbędne składniki odżywcze, gwarantując prawidłowy rozwój i funkcjonowanie człowieka. Zdrowy wegetarianin może bez przeszkód zostać krwiodawcą.

U wegetarian, w porównaniu z osobami odżywiającymi się tradycyjnie, stwierdzono mniej zachorowań na serce, nowotwory, cukrzycę, osteoporozę, kamicę nerkową, kamicę żółciową. Ludzie jedzący tylko rośliny, z zasady mają obniżony w odniesieniu do całej populacji poziom całkowitego i „złego” cholesterolu. Nie potwierdziły się obawy, że osoby niejedzące mięsa będą mieć niedobory białka, żelaza albo witaminy B12. Natomiast faktem jest, iż wegetarianie są mniej agresywni i łatwiej się uczą, niż zjadacze mięsa.

Wegetarianie ładniej pachną? 
Dieta wegetariańska, mnie osobiście i moim bliskim, bardzo dobrze służy. Jestem głęboko przekonana o szkodliwości jedzenia mięsa i to nie tylko ze względu na zatruwający nasz organizm jego charakter. Swoimi poglądami nie zamierzam jednak nikogo, za wszelką cenę uszczęśliwiać. Agresywne forsowanie swoich przekonań i zmuszanie innych do podporządkowania się naszej „jedynie słusznej” idei, wywołuje również agresję i głęboki opór. Wegetarianie powinni przekonywać innych swoim zrównoważeniem, zdrowiem, pogodą ducha, życzliwością i ślicznym zapachem (po zrezygnowaniu z jedzenia mięsa pozbywamy się przykrego zapachu potu).

Rak. Studia naukowe z dużym prawdopodobieństwem wskazują, że owoce i warzywa posiadają cechy chroniące przed różnymi rodzajami raka: płuc, okrężnicy, żołądka, jamy ustnej, krtani, przełyku i pęcherza. Natomiast najnowsze badania odkryły, że likopen, karotenoid w pomidorach i w sosie pomidorowym, może chronić przed rakiem prostaty.

Choroby serca. Dieta roślinna składająca się z owoców i warzyw potrafi zredukować ryzyko choroby serca, zwłaszcza, że ogranicza poziom tłuszczów nasyconych i niepożądanego cholesterolu, podstawowych czynników ułatwiających powstanie choroby serca.

Wylew. Istnieją dowody sugerujące, że regularne jedzenie warzyw i owoców wpływa korzystnie na zmniejszenie ryzyka wystąpienia wylewu.

Zaparcia. Bogate w błonnik ziarna, zwłaszcza otręby pszenne, pomagają zapobiegać zaparciom.

Cukrzyca. Odkryto, że prawdopodobieństwo zachorowania na cukrzycę w wieku dorosłym jest mniejsze u osób jadających więcej produktów pełnoziarnistych (razowy chleb, niezłuszczone ziarna).

Zatrucia. Każde pożywienie, włącznie z roślinami, może zawierać trucizny, ale mięso, „owoce” morza i nabiał (jaja) są największymi dostarczycielami trucizn wywołujących poważne schorzenia.

Środowisko. Na wyprodukowanie żywego inwentarza przeznaczonego do zjedzenia potrzebujemy około dziesięć razy więcej energii niż na wyprodukowanie porównywalnej ilości warzyw.

Koszty. Żywność roślinna jest zwykle w niższej cenie niż pożywienie mięsne. Dotyczy to zarówno sklepów, jak i restauracji.

Dobro zwierząt. Zwierzęta, które zjadamy, przeważnie zanim zostaną zabite, są hodowane i transportowane w brutalnych warunkach. Jedząc mięso, odżywiamy się cierpieniem zwierząt.

Smak. Bezsprzecznym powodem, dla którego warto stosować dietę roślinną jest to, że posiłki warzywno-zbożowo-owocowe po prostu doskonale smakują.

Ważne rady dla początkujących wegetarian
Przechodząc całkowicie na wegetariańską dietę, trzeba być stanowczym i pozwolić organizmowi na samooczyszczenie, a więc: Nie zrażać się możliwymi reakcjami ciała, charakterystycznymi dla procesu samooczyszczania (biegunka, wypryski na skórze, denerwujące uczucie nienasycenia), na początku wegetariańskiej drogi - przecież ustrój jest bardzo zatruty wieloletnim wchłanianiem mięsa. Jest to naturalny proces, niemniej w sytuacjach wątpliwych, wskazane jest skonsultowanie się z lekarzem (najlepiej wegetarianinem). Ograniczyć do niezbędnego minimum przyjmowanie sztucznych odżywek. Większość z nich uzyskiwana jest ze zwierząt (wątroba, krew, kości). Unikać zatruwania się produktami zawierającymi zwierzęce składniki: żółte sery dojrzewające (podpuszczka z żołądków), klasyczne galaretki (żelatyna z kości, lecytyna z tkanek nerwowych), niektóre gatunki pieczywa (jaja), większość mydeł (tłuszcz zwierzęcy), różne ubrania (skóry).

Jadając w zakładach zbiorowego żywienia, trzeba brać pod uwagę fakt, iż większość oficjalnych przepisów spożywczych przewiduje używanie składników pochodzenia zwierzęcego do kasz (jaja, tłuszcz - smalec), ryżu (białko jaj), albo ziemniaków (łój). Także warzywa bywają wcześniej gotowane w wywarze mięsnym.

W miarę możliwości należy jeść to, co się najbardziej lubi. Brak zaufania do potrawy wpływa niekorzystnie na układ trawienny. Niektóre wyroby mają w nazwie słowa: „wegetariański” lub „ekologiczny”, wyłącznie z komercyjnych względów. Pić nieco więcej świeżych soków owocowych i źródlanej wody. Wybierać przebywanie w miejscach nie związanych z zabijaniem zwierząt. Utrzymywać częstsze kontakty z osobami niejedzącymi mięsa. Uważnie obserwować poczynania przemysłowców „udoskonalających” naturę (np. genetyka). Pamiętać, że każdy konsument ma prawo wiedzieć wszystko o tym, co kupuje do jedzenia. Zapomnieć o jakimkolwiek fanatyzmie: jeżeli przypadkowo spożyjesz produkt zawierający mięso, nic się nie stanie. Fakt, że jesteś wegetarianinem, nie upoważnia Cię do traktowania z góry innych ludzi (nie trzeba nikogo na siłę namawiać do przejścia na wegetarianizm).

Klasyczny wegetarianizm głosi konieczność obserwowania, rozumienia, szanowania i kochania żywych istot. Zabijanie zwierząt i ich jedzenie jest zaprzeczeniem tej tezy. Światowa Deklaracja Praw Zwierzęcia, uchwalona przez UNESCO 15 października 1978 r. w Paryżu, obwieszcza:

Art. 1. Wszystkie zwierzęta rodzą się równe wobec życia i mają te same prawa do istnienia.
Art. 11. Każdy akt prowadzący do zabicia zwierzęcia bez koniecznej potrzeby, jest mordem, czyli zbrodnią przeciw życiu.

Wszystkie znaczące światowe religie przypominają człowiekowi: Nie zabijaj!

Zagrożenia
Człowiek jest w znacznej mierze tym, co je, co wkłada do ust i połyka. Wiele zdrowotnych problemów współczesnego społeczeństwa wynika z nagminnie praktykowanego ulepszania naturalnej żywności. Najpierw „uszlachetniana” jest gleba, później rośliny traktowane są środkami pobudzającymi wzrost, chroniącymi przed szkodnikami, ułatwiającymi transport i przechowywanie. Wpływ tych wszystkich syntetycznych i półsyntetycznych dodatków na ludzi organizm, nie jest w pełni jednoznaczny. Oczywiście laboratoria starają się, aby wszystko było należycie kontrolowane i jak najmniej toksyczne - ale…

Podstawą pożywienia współczesnych ludzi są: biała mąka, biały cukier, tłuszcze zwierzęce, przetwory mięsne, junk-food (śmieciowe jedzenie): hamburgery, frytki, hot-dogi, chipsy, koloryzowane napoje chłodzące i tak dalej. Taka dieta jest przyczyną kilkudziesięciu jednostek chorobowych, w tym: chorób układu krążenia, nowotworów, zaburzeń układu trawienia, schorzeń kości, cukrzycy, otyłości, alergii.

Trzeba wiedzieć, że praktycznie nie istnieje skuteczny nadzór nad całym procesem powstawania produktu spożywczego (od rośliny do sklepowej lady). Co w takim razie może zrobić konsument, aby się przed tym wszystkim bronić? Powinien zmienić swoje nawyki żywieniowe na bezpieczniejsze i dbać o aktualizowanie swojej wiedzy z tego zakresu. W interesie całego społeczeństwa jest posiadanie informacji na temat rolnictwa ekologicznego, wegetarianizmu oraz powszechne nauczanie sposobów uzyskiwania wiedzy o zawartości i pochodzeniu kupowanych produktów spożywczych. Każdy ma prawo wiedzieć, co je.

Szkodliwe czynniki występujące w żywności 
Nie ustrzeżemy się wszystkich niebezpieczeństw tego świata. Życie ludzkie z założenia jest niepewną grą. Dobrze wiemy, czym kończy się ta zabawa. Ale człowiek dysponuje ogromną przystosowawczą mocą, umie przyzwyczaić się do wszystkiego. Nie wolno popadać w pesymizm i wszechobecne zastraszenie. Nasze myśli tworzą rzeczywistość, bądźmy optymistami. Zaprawdę, potrafimy skutecznie ochronić się przed rozmaitymi kłopotami - ale uświadamiamy sobie to w zbyt małym zakresie. Przecież, gdyby było inaczej, gatunek ludzki już dawno przestałby istnieć. Czy tak?

A zatem - wraz z codzienną żywnością wprowadzamy do swych organizmów rozmaite śmieci i trucizny. Dziennik "La Repubblica", opierając się na wynikach badań przeprowadzonych w Uniwersytecie Mediolańskim informuje o kolejnym alarmie podniesionym przez naukowców w związku ze stwierdzeniem toksyn i innych szkodliwych składników w różnych kartonowych oraz aluminiowych opakowaniach.: „W kartonowych pudełkach do pizzy na wynos znajdują się trujące substancje, które uwalniają się już w temperaturze 60 stopni Celsjusza, a więc co najmniej takiej, w jakiej jest ona pakowana. Chodzi między innymi o takie substancje jak benzen i naftalen. Szczególne zaniepokojenie mediolańskich naukowców wywołała obecność substancji, nazywanej w skrócie DIPB, a której stosowania zabroniła Unia Europejska”. Nasz system obronny spełnia swoją powinność, ale za często pracuje na pełnych obrotach. Jako istoty świadome, mamy obowiązek wspomagać naszą naturalną siłę. Jak? Między innymi unikając problematycznej żywności i zdając sobie sprawę z zagrożeń wpływających przez usta.

Zatem co jest aż tak niedobrego w produktach spożywczych? Poprawmy się: Co niekorzystnego może nam potencjalnie grozić, gdy będziemy beztrosko spożywać niepewne jedzenie?

DETERGENTY. Środki czystości, do mycia, prania, czyszczenia.

DROBNOUSTROJE. Małe, niewidoczne organizmy znajdują się wszędzie. Niektóre z nich (bakterie, pleśnie) powodują psucie się żywności i mogą przyczyniać się do zatruć pokarmowych (salmonella, enterotoksyna, jad kiełbasiany). Najlepiej czują się w środowisku wilgotnym o temperaturze 100C - 400C. Pamiętajmy, że żywność zakażona na przykład salmonellą, wizualnie nie musi wykazywać oznak zepsucia!

METALE. Przenikają do żywności z opakowań, naczyń, środków pielęgnacji roślin, skażonego powietrza. Niekorzystnymi metalami dla człowieka są zwłaszcza: ołów, kadm, arsen, rtęć, beryl, miedź, cynk, antymon35. Prawie połowa polskich gleb jest nadmiernie skażona metalami ciężkimi - „metalami śmierci”.

NATURALNE ROŚLINNE TOKSYNY. Trucizny w grzybach; wolno jeść tylko na pewno znane grzyby36. Cyjanowodór w pestkach owoców (brzoskwinie, śliwki, morele, wiśnie, czereśnie, jabłka); nie trzeba rozgryzać pestek wymienionych owoców. Solanina w ziemniakach - szczególnie ziemniaki młode i kiełkujące zawierają tę szkodliwą substancję zgromadzoną tuż pod łupiną.

NIEHIGIENICZNE POSTĘPOWANIE PRODUCENTÓW I HANDLOWCÓW. Bez komentarza.

PASOŻYTY. Najczęściej są to: glisty, tasiemce, włośnie, owsiki. Wydalane z kałem zwierząt i ludzi jajeczka rozmaitych pasożytów, często przedostają się na warzywa i owoce. Bytują też w zakażonym mięsie. Pochodzą między innymi z gospodarstw rolnych stosujących nawozy zwierzęce (obornik).

PESTYCYDY. Środki ochrony roślin. Gromadzą się w organizmach latami i powodują systematyczne pogarszanie stanu zdrowia. Szczególnym problemem w Polsce są trujące związki azotowe - wchłaniane z gleby (nawozy sztuczne), wody (przecieki z gnojowisk), powietrza (spaliny samochodowe, palenie papierosów).

PLEŚNIE. Nadgniła marchew, pietruszka, pomidor, ziemniak, nie nadają się do jedzenia - nawet jeśli odkroi się kawałek pokryty pleśnią. W pozornie zdrowej części nadgnitych warzyw (również owoców) pozostają niewidoczne strzępki niebezpiecznych pleśni.

ŚRODKI ODSTRASZAJĄCE OWADY I GRYZONIE. Używając takich preparatów, trzeba bezwzględnie chronić przed nimi żywność.

Wojciech Łukaszewski 




Atopowe zapalenie skóry dziecka


Jestem mamą 4-letniego Kuby i prawie rocznego Bartka. Chłopaki są radosnymi, dobrze rozwijającymi się dzieciakami. Naszym problemem jest jednak AZS, z którym walczymy już prawie 4 lata.

Kuba w wieku 3 tygodni dostał potwornej wysypki na buzi. Diagnoza - skaza białkowa. Pediatra kazała mnie - matce karmiącej - odstawić mleko i jego przetwory oraz najbardziej alergizujące potrawy.

Zastosowałam się do tej rady, ale poprawa była znikoma. O skazie nie wiedziałam nic, uczyłam się i eksperymentowałam na własnym dziecku. Popełniłam wiele błędów, których mogłabym uniknąć, gdybym miała tę wiedzę, co mam dzisiaj. Postanowiłam spisać moje doświadczenia i podzielić się moją wiedzą z innymi Mamami (napisałabym Rodzicami, ale wiem, że to właśnie Mamy bardziej się przejmują zdrowiem dziecka i szukają dobrych rozwiązań) - może dzięki temu inne dzieci szybciej wygrają ze skazą i AZS. Pamiętaj jednak, że nie jestem lekarzem i nie traktuj tego, co piszę w tym ebooku jak wyroczni - nie jest powiedziane, że coś, co pomogło nam, pomoże i Twojemu dziecku. Pamiętaj też, aby nie wprowadzać dziecku żadnych leków na własną rękę – zawsze najpierw poradź się pediatry lub alergologa.

Pamiętaj, że dziecko z AZS powinien zobaczyć lekarz specjalista. Nie wahaj się jednak konsultować z nim moich pomysłów na walkę z tą chorobą. Powodzenia!

Dodam jeszcze, że młodszy syn, Bartek ma dużo łagodniejszą postać choroby, niż jego starszy brat. Dziś jego skóra jest prawie idealna – dzięki temu, że wiem co robić, żeby taka była.

Dieta eliminacyjna
AZS może być jednym z objawów alergii pokarmowej. W pierwszej kolejności podejrzenia padają na mleko krowie. Dziecko karmione mlekiem sztucznym dostanie mleko sojowe (Bebiko sojowe, Humana SL, Isomil, Prosobee, Bebilon sojowy) lub mieszankę mlekozastępczą (Nutramigen, Bebilon Pepti, Bebilon Amino). Mieszanki te nieładnie pachną, są też niesmaczne – niektóre dzieci nie chcą ich pić, ale są też takie, które się nimi zajadają ze smakiem.

Mój Kuba zaczynał od mleka sojowego Isomil, na początku nim pluł, zmniejszyłam więc ilość miarek, dodawałam mu do niego kaszkę smakową i Sinlac (kaszka z Nestle na bazie ryżu i mączki chleba świętojańskiego). Potem stopniowo zwiększałam ilość sypanego mleka, aż do zalecanej ilości. Po jakimś czasie mleko to przestało nam służyć - Kuba miał bardzo suchą skórę - zmieniliśmy je na Humanę SL. Muszę przyznać, że było ono dużo smaczniejsze, ale z niego też musieliśmy zrezygnować. Nutramingen nam zupełnie nie służył (dziecko miało problemy z brzuszkiem). Ostatecznie przyjął się Bebilon Pepti. Sytuacja się komplikuje, gdy dziecko jest karmione piersią - razem z pokarmem matki dziecko dostaje alergeny, które zjadła jego rodzicielka. W takiej sytuacji lekarze zalecają matce karmiącej przejść na dietę eliminacyjną i unikać najczęstszych alergenów.

Dietę eliminacyjną wprowadza się po to, by organizm 'zapomniał', że dany produkt go uczula (to duże uproszczenie, ale o to w gruncie rzeczy chodzi). Dieta eliminacyjna polega na tym, że matka karmiąca (i/lub dziecko) odstawia wszystkie podejrzane produkty, a zostawia rzeczy potencjalnie najmniej uczulające. Na efekty diety należy poczekać 2-3 tygodnie – tyle potrzeba, aby organizm oczyścił się z alergenów. Po tym czasie skóra powinna się wygładzić, a wysypka zniknąć. Jeśli jednak zmiany skórne nadal się utrzymują, oznacza to, że dziecko nadal otrzymuje w pokarmie coś, co mu szkodzi lub uczula je coś z powietrza. W takim wypadku należy dalej szukać winowajcy i jeszcze raz przyjrzeć się diecie, ze specjalną dbałością o szczegóły.

Podstawowe alergeny
Do najczęstszych alergenów zaliczamy:

● mleko krowie i jego przetwory
● jajka kurze
● ziarna zbóż zawierające w otoczce gluten
● orzechy, w tym orzechy arachidowe, ziemne, włoskie, a także wiórki kokosowe
● soja i produkty sojowe
● niektóre owoce
● miód
● warzywa
● kakao i czekolada
● ryby, skorupiaki
● konserwanty i barwniki
● zioła
● laktoza

Mleko krowie i jego przetwory
Jeśli podejrzewasz, że Twojemu dziecku szkodzi białko mleka krowiego, nie możecie jeść NICZEGO, co zawiera to białko. Nawet śladowe jego ilości mogą powodować reakcję organizmu i zmiany skórne. Zapomnij o podjadaniu – tylko kęs serniczka, tylko łyk kawy z mlekiem od męża, tylko oblizanie łyżeczki z lodów – wówczas wszelkie wyrzeczenia pójdą na marne, a na efekty diety będziesz czekać dłużej. Nie wolno Ci jeść jogurtów, serów, masła, śmietany, kefiru, maślanki. Zamiast masła możesz używać margaryny bezmlecznej - do smarowania może to być Rama Olivio (uwaga, zawiera barwnik - kurkuminę), zielona Finea (uwaga, zawiera lecytynę, najprawdopodobniej sojową), Benecol lub inna – ale koniecznie sprawdź skład (producenci zmieniają skład co jakiś czas, więc warto kontrolnie sprawdzać etykietki).

Zwróć uwagę na serwatkę – to też białka mleka. U nas sprawdziła się Rama Olivio - nie należy ona do najtańszych margaryn, ale ma znośny smak i wydaje się dobrze tolerowana przez alergików. Gdy Kuba był malutki, używałam margaryny bezmlecznej Nova. Kuba miał wówczas paskudnego liszaja na szyjce. Nijak nie mogliśmy go wyleczyć – liszaj uparcie powracał. Kiedyś przypadkowo kupiłam inną margarynę do smarowania chleba, gdyż Novej nie było w sklepie - liszaj zniknął raz na zawsze :)

Przy lżejszych postaciach alergii można używać masła sklarowanego. Klarowanie masła polega na oddzieleniu tłuszczu od białka i zebraniu tego białka. Podgrzewa się masło do temperatury ok. 50 st, na wierzch wypływa biała piana – to właśnie jest białko, które należy zebrać i wyrzucić. Uwaga, w tak przygotowanym maśle mogą zostać śladowe ilości białka. Pamiętaj, aby użyć masła dobrej jakości, z dużą zawartością tłuszczu (ponad 82%) i bez zbędnych barwników i dodatków (np. czerwone Łaciate). Do pieczenia możesz używać margaryny bezmlecznej – np. Maryna. Niestety, ale musisz zrezygnować z kupnych ciast lub pieczonych przez rodzinę/znajomych. Często zarzekają się oni, że nie dodali do ciasta mleka, a potem się okazuje, że dali 'troszeczkę' masła czy margaryny mlecznej lub wysmarowali blachę niedozwolonym tłuszczem. Do smażenia używaj oliwy z oliwek lub oleju z pestek winogron, dobrze sprawdza się także Planta.

Gdy przeszłam na dietę bezmleczną zaczęłam dokładnie czytać etykietki ze składem produktów. Jakie było moje zdziwienie, gdy zdałam sobie sprawę, w jak dużej grupie produktów jest mleko, serwatka lub kazeina.

Ciasteczka, wafelki, drożdżówki, bułeczki maślane, grahamki, chleb tostowy, lody, czekolada mleczna, cukierki mleczne (w tym krówki, toffi, irysy), gotowe gofry i naleśniki – to wszystko musi zniknąć z Twojej diety oraz diety Twojego dziecka.

Zwróć szczególną uwagę na pieczywo – na pierwszy rzut oka wydaje się bezpieczne, ale lepiej mieć pewność. Ja dzwoniłam do piekarni (numer telefonu miałam z naklejki na chlebie), aby się dowiedzieć, czy w chlebie, który jem na co dzień nie ma mleka ani jego przetworów. Mleka nie było, ale pani po drugiej stronie linii była bardzo zdziwiona :)

Wyeliminowanie słodyczy nie było dla mnie wielkim problemem, - można bez nich żyć :) (zresztą znalazłam parę ciasteczek bez mleka - czerwone Digestive, biszkopty, pierniczki, w chwilach kryzysu ratowałam się paluszkami, chałwą, sezamkami, gorzką czekoladą i suszonymi owocami – jeśli dziecko nie jest uczulone na żadne z tych produktów, nie ma powodu, dla którego miałabyś sobie ich odmawiać). Problem stanowiły dla mnie dodatki na chleb, a właściwie ich brak - wędliny ciężko zastąpić czymś innym (szczególnie gdy sery też są zakazane). Do większości z nich dodaje się białka mleka lub sojowe, nie mówiąc o konserwantach i ulepszaczach. Napisałam nawet maila do Morlin, poprosiłam ich o listę wędlin. które nie zawierają mleka i soi (Kuba też był na nią uczulony) - lista ta była bardzo krótka niestety.

W przypadku eliminacji mleka, dobrze też odrzucić całą resztę krowy – czyli wołowinę i cielęcinę. Te rodzaje mięs są często dodawane do kiełbas i pasztetów, więc są one kolejną rzeczą na liście zakazanych produktów. Najlepiej nastawić się tutaj na własną produkcję wędlin (wbrew pozorom nie jest to takie trudne – można upiec schab lub karkówkę w 'foliowym piekarniku' lub samodzielnie zrobić pasztet). Wyjściem awaryjnym jest sklep z żywnością ekologiczną – można poprosić panie ekspedientki o etykietki z wędlin i znaleźć najbezpieczniejszy produkt.

Podczas pieczenia i gotowania, mleko można często zastąpić wodą, a zupę zagęszczać startym ziemniakiem lub żółtkiem. Możesz też używać mieszanki mlekozastępczej, mleka sojowego lub ryżowego – ale uwaga, mleko to zmienia smak potraw w charakterystyczny sposób. Możesz spróbować wprowadzić mleko kozie zamiast krowiego – nie zawsze jednak to się udaje – zawarte w nim białka są bardzo podobne do tych krowich i często dzieci się na nie uczulają.

Pamiętaj, że będąc na diecie bezmlecznej musisz uzupełniać wapń. Ale tu możesz wpaść w kolejną pułapkę – dodatki smakowe w wapnie musującym też lubią uczulać. Najbezpieczniej kupić wapno bezsmakowe lub w tabletkach.

I jeszcze jedna pułapka – preparaty stosowane przy kuracjach antybiotykowych, takie jak Lakcid, Trilac i Lacidofil są produkowane przy użyciu serwatki, więc nie mogą być stosowane u dzieci uczulonych na białko mleka krowiego. Możesz jednak bezpiecznie stosować Enterol 250.

Agnieszka Kądziołka